-
W Las Vegas trwa proces Duane’a „Keffe D” Davisa, oskarżonego o zorganizowanie zamachu na Tupaca Shakura, oparty głównie na jego własnych wypowiedziach.
-
Dowody prokuratury obejmują zeznania Davisa o udziale w wydarzeniach z 7 września 1996 roku, natomiast jego obrona twierdzi, że to opowieści przesadzone i przekazywane w celach zarobkowych.
-
Świadkowie procesu niechętnie zeznają, a kwestie lojalności oraz strachu przed zemstą utrudniają ustalenie pełnych okoliczności śmierci rapera.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Jest sobota, 7 września 1996 r. Ulicą Flamingo Road w Las Vegas jedzie czarne BMW 750 iL. Auto prowadzi Marion „Suge” Knight, szef jednej z dwóch czołowych w tym okresie wytwórni muzycznych wydających amerykański rap – Death Row Records.
W fotelu pasażera siedzi jej największa gwiazda – 25-letni Tupac Shakur, znany szerokiej publiczności jako 2pac.
Samochód zatrzymuje się na czerwonym świetle na skrzyżowaniu z Koval Lane. Na pas z prawej strony wjeżdża biały Cadillac. Z wnętrza padają strzały w kierunku BMW. Kilka sekund później auto ze sprawcą znika gdzieś w gąszczu ulic stolicy hazardu.
Obrażenia Knighta, choć trafionego w głowę, są nieznaczne. W przypadku Tupaca sytuacja wygląda o wiele gorzej. Raper zostaje przetransportowany do szpitala, gdzie po sześciu dniach umiera, łamiąc serca milionom fanów na całym świecie.
Powyższa wersja wydarzeń była do niedawna jedyną znaną opinii publicznej. Lokalna policja wszczęła śledztwo, które nie doprowadziło do zidentyfikowania sprawców. Biały Cadillac rozpłynął się w powietrzu, a media błyskawicznie wykreowały tragedię gwiazdy na dramatyczny finał konfliktu pomiędzy tzw. gangsta-raperami z zachodniego i wschodniego wybrzeża USA, który trwał już ponad rok.
Proces w sprawie zabójstwa Tupaca Shakura. Głównym dowodem wypowiedzi oskarżonego
Od niecałych dwóch tygodni w sądzie Clark County District Court w Las Vegas trwa proces, który może wyjaśnić jedną z największych zagadek kryminalnych USA XX w. Zagadkę, która od 30 lat czeka na swoje rozwiązanie.
Oskarżonym w sprawie jest Duane „Keffe D” Davis – były lider ulicznego „oddziału” gangu Crips z Los Angeles znanego jako South Side Compton Crips (SSCC). Grupa przestępcza ma długą, sięgającą lat 70. historię wojny z „konkurencyjnym” ruchem Bloods, z którego częścią – Mob Piru – związana była wytwórnia Death Row.
Davis był brany pod uwagę przez FBI jako osoba mogąca potencjalnie mieć wiedzę na temat zabójstwa już w 1998 r. Wówczas zaprzeczał jednak, by łączyło go coś ze sprawą. Wszystko zmieniło się w 2008 r. podczas tajnej rozmowy z policją Los Angeles i FBI.
Amerykańskie służby utworzyły zespół mający rozwiązać zagadkę śmierci innego rapera – nemezis Tupaca Shakura – Christophera „Notoriousa B.I.G.” Wallace’a.
Reprezentant nowojorskiej wytwórni Seana „Puff Daddy” Combsa Bad Boy Records zginął zaledwie kilka miesięcy po zamachu na swojego głównego muzycznego rywala. Spotkał go identyczny los i – co ciekawe – sprawa również nie została do dziś wyjaśniona.
„South-siderzy”, jako gang pełniący nieoficjalnie rolę ochrony artystów z Bad Boy podczas ich występów na zachodnim wybrzeżu, znaleźli się w kręgu podejrzeń.
Podczas przesłuchania, „Keffe D” wypowiedział słowa, które – jeśli proces zakończy się wyrokiem skazującym – będą wspominane jako pierwszy gwóźdź do jego trumny: „We did the other one (zrobiliśmy ten drugi [zamach] – ang.).
Będący pod presją związaną z oskarżeniami dotyczącymi narkotyków i zapewniany przez mundurowych, że informacje, które przekaże, nie będą mogły być wykorzystane przeciwko niemu, Davis otworzył się jak książka.
Opowiedział o tym, jak 7 września 1996 r., siedząc w białym Cadillacu wraz z trzema innymi członkami SSCC (w tym swoim siostrzeńcem Orlando Andersonem) znalazł się na skrzyżowaniu Koval i Flamingo.
Odwet za pobicie siostrzeńca? Prokuratura wskazuje na główny motyw zabójstwa Tupaca
W ubiegły czwartek ława przysięgłych po raz pierwszy usłyszała zarejestrowane przez FBI i LAPD nagrania, na których „Keffe D” tłumaczy, że zdobył pistolet Glock, który posłużył do morderstwa.
Siedząc na przednim siedzeniu Cadillaca sięgnął nim w stronę dwóch osób znajdujących się na tylnej kanapie. Broń trafiła ostatecznie do rąk jego siostrzeńca, który oddał strzały.

Prokuratorzy już w mowach wstępnych podkreślali, że nie oskarżają Davisa o to, że to on dokonał egzekucji. Według nich miał jednak zorganizować zamach, co – według prawa stanu Nevada – może być uznawane za równoznaczne z zabójstwem.
Żadna z pozostałych osób, które – według „Keffe D” – znajdowały się wtedy w aucie nie stanie w jego obronie – wszyscy troje już nie żyją.
Motyw sugerowany przez prokuraturę i potwierdzany na taśmach przez samego zainteresowanego? Zemsta za incydent, do którego doszło w Las Vegas kilka godzin wcześniej. Żeby wyjaśnić jego okoliczności należy cofnąć się około dwa miesiące i zmienić lokalizację na Lakewood w Kalifornii.
Zdarzenie, które miało tam miejsce, opisywał kilka dni temu przed sądem były „south-sider” i informator federalny Devonta Lee. W jednym z centrów handlowych doszło do nieoczekiwanego spotkania członków SSCC i Mob Piru. To sytuacja jak z Szekspira – gangsterscy Monteki i Kapuleti nie myślą długo, po prostu ruszają w swoją stronę, dochodzi do krwawej bójki.
Podczas starcia z szyi jednego z gangsterów znika łańcuch z medalionem-logo Death Row. Kradnie go nie kto inny, jak siostrzeniec Davisa – Orlando Anderson. Przesłuchiwany w sądzie w Las Vegas świadek wskazuje, że to naprawdę dotkliwy afront w środowisku ulicznych gangów.
7 września 1996 r. uwagę wielbicieli boksu przykuwa odbywająca się w MGM Grand Garden Arena w Las Vegas walka Mike’a Tysona i Bruce’a Seldona. Na trybunach jest Tupac, „Suge” i świta z Death Row.
Po zwycięskim dla „Bestii” pojedynku wszyscy kierują się w stronę parkingu. Przechodząc przez lobby hotelu, przypadkowo natrafiają na Orlando. Spotkanie kończy się dotkliwym pobiciem „złodzieja medalionu”.
Zeznający w sądzie w wyniku nakazu były członek Mob Piru James „Mob James” McDonald wskazywał, że taka zniewaga w środowisku przestępczym nie może pozostać bez odpowiedzi. Łatwo wywnioskować, że gdyby Anderson przemilczał sprawę i nadstawił drugi policzek, byłby spalony w Compton.
– Musiałbyś wrócić do domu i walczyć z każdym, kto nazywa cię śmieciem (…) Są zasady, według których żyjesz, i takie, z którymi po prostu musisz się mierzyć. Pewne sprawy trzeba załatwić, pewne rzeczy dostosować do tego stylu życia (…) Kiedy tak żyłem, nie było miejsca na żadne „gdyby”, czy „ale”. Nie było mowy o żadnej taryfie ulgowej. Szczerze mówiąc – po prostu bym go (Tupaca – red.) zastrzelił – tłumaczył „Mob James”.
Organizator zabójstwa czy mało wiarygodny gawędziarz? Stanowiska prokuratury i obrony Davisa
Zeznania „Keffe D” nie ujrzały światła dziennego do 2011 r. Wtedy były już detektyw wydziału zabójstw LAPD Greg Kading, który był ich świadkiem, wydał książkę „Murder Rap”.
Opisał w niej to, czego dowiedział się od gangstera.
Mijają kolejne lata, a Davis wciąż nie jest niepokojony przez policję.
Być może go to ośmiela, bo od 2017 r. zaczyna coraz chętniej mówić o sprawie publicznie.
Udziela wywiadów, a nawet wydaje książkę „Compton Street Legend”, w której dokładnie opisuje przebieg zamachu, który pokrywa się z wersją przedstawioną służbom.
To kolejny gwóźdź do trumny – w Nevadzie postępowanie w sprawie morderstwa może zostać wszczęte w każdym momencie po śmierci ofiary. W 2023 r. mundurowi przeszukują mieszkanie Davisa, by wkrótce później go aresztować.
Tu następuje kluczowy zwrot akcji. „Keffe D” zaczyna wycofywać się ze wszystkiego, co mówił w ostatnich latach. Obrona Davisa wskazuje, że jest on po prostu „gawędziarzem”, który wyolbrzymia doświadczenia z przestępczego życia.
Adwokaci przekonują, że mężczyzna chciał jedynie zarobić na swoich wyssanych z palca opowieściach, a sama książka – jeden z głównych dowodów w sprawie – została w zasadzie napisana przez ghostwritera.
Jeśli chodzi o zeznania z 2008-2009 r., to ich wykorzystywanie przeciwko „Keffe D” jego obrońcy nazywają złamaniem zawartego wówczas ze służbami porozumienia.
„Kto sypie, ten obrywa”. Uliczny kodeks utrudnia pracę prokuratorom
Tak jak słowa głównego „bohatera” procesu są pętlą, którą na szyję zakłada mu prokuratura, tak brak wiarygodności oskarżonego, do którego ławę przysięgłych stara się przekonać jego obrońca, stanowi oręż, który może przeciąć sznur.
Bolączką oskarżycieli jest też problem, który towarzyszył sprawie od samego początku – świadkowie i osoby mogące mieć wiedzę na temat wypadków z 96 r. nie chcą zeznawać.
Mowa nie tylko o tych związanych z SSCC, ale i Mob Piru, a nawet przyjaciołach Tupaca. Część z nich od razu po zajęciu miejsca świadka wskazuje, że nie stawiłaby się w sądzie, gdyby nie wyraźny nakaz i widmo konsekwencji prawnych.
Jeden z najbardziej dramatycznych momentów procesu miał miejsce, gdy obrońca Davisa prosił byłego członka Mob Piru „Mob Jamesa” o opowiedzenie o tym, co działo się w Compton po morderstwie.
– Naprawdę chcesz, żebym o tym opowiedział? Pytasz mnie o coś, co mogłoby mu zaszkodzić. Nie chcę wysyłać go do więzienia, pomimo tego, że się nie lubimy. Nie chcę wysyłać cię do więzienia – powiedział, patrząc wprost w oczy oskarżonemu.
Raper E.D.I. Mean i przyjaciel Tupaca, który był w samochodzie jadącym za jego czarnym BMW zeznał jedynie – również pod nakazem – że strzały oddano z białego Cadillaca oraz, że widział uzbrojoną w pistolet rękę czarnoskórego mężczyzny wyłaniającą się z pojazdu.
Ingrid Stokes, kobieta, która również była świadkiem zdarzenia przyznała, że bała się mówić o tym, co widziała tego dnia. – Kto sypie, ten obrywa – tłumaczyła.
Wyraźny wstręt wobec „sypiących” zdaje się wykazywać zresztą sam „Keffe D”. Podczas zeznań byłego gangstera i informatora federalnego oskarżony uśmiechał się ironicznie i kręcił pogardliwie głową pomimo, że ten nie przedstawił przecież żadnych realnie obciążających go faktów.
Donosicielem nie chciał być też sam Tupac.
Już w 2014 r. emerytowany policjant z Las Vegas Chris Carroll mówił w rozmowie z mediami, że gdy po zamachu zbliżył się do rannego rapera i zapytał, kto do niego strzelał, usłyszał dwa słowa: „Pi***ol się”.
Jednym ze świadków w procesie był mundurowy, który towarzyszył raperowi w karetce wiozącej go do szpitala. Wspominał, że zapytał muzyka o to, czy może mu wyjawić, kto był w samochodzie, z którego oddano strzały. „Nie, zajmiemy się tym” – miał odpowiedzieć Shakur.
Z Parnasu do Hadesu. Bohaterowie hip-hopowego dramatu końca ubiegłego wieku
Oddzielnym wątkiem, który przewija się podczas procesu jest rzekomy związek Seana „Puff Daddy” Combsa ze sprawą morderstwa Tupaca.
Wytwórnia Bad Boy była stale atakowana przez artystów z Death Row – zwłaszcza samego Shakura – zarówno w tekstach utworów, jak i podczas przemówień na branżowych wydarzeniach.
Combsowi bez wątpienia nie było po drodze z raperami z zachodniego wybrzeża, a zdaniem Duane’a Davisa, biznesmen „bał się” szefa Death Row.
Według zeznań z lat 2008-2009, właściciel Bad Boy miał zaproponować SSCC pieniądze w zamian za „pozbycie się” Knighta i Shakura. „Keffe D” wskazał jednak, że po śmierci Tupaca żadne pieniądze nie trafiły do gangu.
Przewiduje się, że proces potrwać może nawet do połowy września, co oznacza, że jego finał nastąpi już po 30. rocznicy śmierci Tupaca Shakura.
Niezależnie od tego, jak się zakończy, stanowi gorzką retrospekcję ukazującą to, w jak bliskiej korelacji funkcjonowały w latach 90. przemysł muzyczny i świat przestępczy.
Krótko przed zamachem w Las Vegas Bad Boy i Death Row znajdowały się na samym szczycie branży, a wydawane przez nich albumy górowały na listach przebojów.
Dziś dwaj najwięksi artyści obu wytwórni – 2pac i Notorious B.I.G. – już nie żyją, a ich szefowie – „Suge” i Puff Daddy – odsiadują wyroki będące konsekwencją podejmowanych po ich śmierci decyzji. Historia, jakiej nie powstydziłby się Szekspir, będący jedną z największych inspiracji zamordowanego w 1996 r. rapera.
-
„The Economist”: Deregulacja w USA wywoła nowy kryzys finansowy
-
Zabójstwo Rosjanina w Polsce. Gruzin może być powiązany z inną sprawą


