Przeciwnicy odstrzału dzików w Warszawie zebrali się w poniedziałek na placu Bankowym pod siedzibą stołecznego urzędu miasta. Protestujący trzymali transparenty m.in. z hasłami „nie trzaskać dzików”, „prawa zwierząt, prawa człowieka”, „Warszawa to nie rzeźnia”.
Warszawa. Protest ws. dzików zakłócony przez Konfederację
Początek protestu został zakłócony m.in. przez prawicowe media, które przeszkadzały organizatorom w przemawianiu. Po kilku minutach wobec osób zakłócających protest interweniowała policja, prosząc o umożliwienie prowadzenia zgromadzenia.
Na placu Bankowym kontrmanifestację zorganizowała też Konfederacja. Wśród zgromadzonych był Krzysztof Bosak, poseł i wicemarszałek Sejmu. Polityk pochwalił się w internecie zdjęciami, na których działacze Konfederacji trzymają hasła takie jak „tak dla odstrzału dzików” czy „chrońmy dzieci przed dzikami”.
„Wraz z warszawską ekipą Ruchu Narodowego przyszliśmy pod ratusz na Plac Bankowy, by zorganizować kontrmanifestację do zwolenników inwazji dzików do miast” – przyznał w mediach społecznościowych Krzysztof Bosak. „Normalność się sama nie obroni, więc trzeba publicznie wyrażać swoje zdanie!” – dodał.
Gdy ustało zamieszanie związane z kontrmanifestacją, protestujący tłumaczyli, dlaczego zebrali się pod Urzędem m. st. Warszawy. Chodzi o sprzeciw wobec podjętej niedawno uchwały Sejmiku Województwa Mazowieckiego dopuszczającej zwiększony odstrzał dzików na terenie stolicy.
Uchwała to „rażące naruszenie standardów etycznych i moralnych” – oceniła mec. Karolina Kuszlewicz specjalizująca się w ochronie praw zwierząt. Przepisy przyjęto z rażącym naruszeniem procedury, a decyzja jest niezbadana pod kątem merytorycznym – twierdzi adwokatka.
Nie zabezpieczamy śmietników. Dziki zapłacą za to życiem
„To nie dziki miały fanaberię, aby wejść do miast” – mówiła podczas protestu Magdalena Gałkiewicz, radna Łodzi i współprzewodnicząca partii Zieloni. Jak wyjaśniła, zwierzęta odpowiedzą za błędy popełnione przez człowieka. „Nie zabezpieczamy śmietników, a dziki się przystosowały. Za zdolność adaptacji mają zapłacić teraz życiem” – alarmowała.
Podczas protestu przemawiał także dr Robert Skrzypczyński biorący udział w pracach specjalnego zespołu, który został powołany w Warszawie do okiełznania problemu z miejskimi dzikami. O jego pracach wspominał prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, otwiera się w nowym oknie w komunikacie wystosowanym do mieszkańców na początku września.
„Mamy złożony problem, który wymaga kompleksowego podejścia, a przychodzą kompletni ignoranci, którzy żerują na strachu” – skomentował kontrmanifestację Konfederacji dr Skrzypczyński. Jak zauważył, dezinformacja jest jednym z największych problemów ochrony przyrody.

Dr Skrzypczyński od razu podał przykład: zespół powołany do rozwiązywania problemów z dzikami w Warszawie oszacował, że zwierząt w mieście jest ok. 3 tys. Tymczasem sejmik województwa operuje danymi, które zawyżają tę liczbę o ok. 500 osobników. Miejski zespół nie został zapytany o zdanie ws. uchwały sejmiku i zawiera ona szereg błędów – poinformował badacz.
Naukowiec zaapelował o dokładną weryfikację faktów i przypadków ataków dzików na ludzi. Te – jak twierdzi – często okazują się nie atakiem, a po prostu spotkaniem ze zwierzęciem. Tak naprawdę każdy dzik, nawet nieagresywny, może być w Warszawie zabity – zaalarmował dr Skrzypczyński. Oceny będzie dokonywał wykonawca, czyli myśliwy. Decyzje nie będą obiektywne, tylko uznaniowe – dodał. Domagamy się od wojewody usunięcia tej uchwały jako wadliwej – zaapelował naukowiec.
tak
nie
trudno powiedzieć/nie mam zdania












