– Problemem jest nie tylko ilość turystów, chodzi o ich przygotowanie i zachowania. Pięć osób idzie sprawnie, a szósta ledwo, trzęsie się. Tak zaczyna się robić zator w trudniejszych miejscach – relacjonuje Bogusława Filar, przewodniczka tatrzańska, która w sobotę wybrała się z grupą młodzieży na Rysy.
– Zdarzały się przypadki ataku paniki, lęku wysokości, jedna z turystek została trafiona kamieniem w głowę. Opatrzyli ją turyści. To cud, że nic poważnego się nie stało – dodaje.
Szczególnie zbulwersował ją widok mężczyzn, którzy po tym, jak utknęli w korku, wyciągnęli butelkę alkoholu. – Mieli ze sobą nawet kieliszek.
Zwraca uwagę, że zdarzali się turyści, którzy na szczyt szli rysą, obok szlaku. – To niebezpieczny teren, sypały się kamienie, a ludzie szli bez kasków.
Główne zatory tworzą się przy wejściu na Grzędę Rysów, gdzie rozpoczynają się łańcuchy oraz na Przełączce pod Rysami, tuż pod szczytem. To wąskie i eksponowane miejsce. Przewodnicy koordynowali tam ruch wahadłowy, by turyści mogli się bezpiecznie mijać.
– Na ten odcinek wpuszczaliśmy po kilka osób na zmianę z dołu i z góry.
Kiedy wczesnym popołudniem przewodniczka schodziła ze szczytu, kolejka była jeszcze dłuższa. Niektórzy z turystów zawracali po tym, jak przez kilkadziesiąt minut nie zrobili ani kroku do góry.
Karolina Domagała, przewodniczka tatrzańska, która również w sobotę była na Rysach, mówi z przekąsem: – Przeżyłam.
– 200 metrów poniżej wierzchołka stanęliśmy, jeszcze na łańcuchach. I staliśmy człowiek za człowiekiem. Z lewej strony młodzież zrobiła sobie „szybki pas” i po skałach omijała kolejkę. Zirytowałam się i zwróciłam uwagę. Część z osób zareagowała i wróciła do kolejki. Jednak zbyt wiele osób szło tamtędy, część udawała, że mnie nie słyszała.
Domagała na przełączce pod szczytem razem z innym przewodnikiem Łukaszem Ryłko, również kierowała ruchem. – Robiliśmy wahadło, wpuszczaliśmy po kilka osób.
– Planowo miałam być na Rysach o 12, a byłam o 15. Jedynym plusem późnego dotarcia na szczyt było to, że podczas zejścia po łańcuchach schodziło się dość sprawnie – przyznaje przewodniczka. – Rysy to wąskie gardło – mówi. Dodaje, że sytuację na najwyższym szczycie Polski poza tłumami, które idą z polskiej strony, dodatkowo komplikuje ruch turystów, którzy podchodzą ze słowackiej strony. Cześć z nich przekracza granicę z Polską i schodzi szlakiem w kierunku Morskiego Oka.
Naczelnik TOPR: Rysy przyciągają tłumy
Naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Jan Krzysztof, w niedawno opublikowanej rozmowie z „Wyborczą”, powiedział, że „Rysy są strasznym magnesem, który przyciąga tłumy”: – Często są tam ludzie, którzy idą w Tatry pierwszy raz, bo realizują „jakąś koronę czegoś tam”.
Podkreślił, że to bardzo wymagający i ryzykowny teren. – Tam jest niebezpiecznie, w tłumie ktoś może zrzucić kamień – podkreślił.
Jan Krzysztof podkreśla, że wypadki w Tatrach są skutkiem decyzji turystów: – Wszystko leży w naszych rękach: gdzie pójdziemy, z kim pójdziemy, w jakich warunkach.
Dodaje, że do wypadków przyczynia się brak realnej oceny, na co nas stać, oraz własnych ograniczeń. – Turyści brną w kolejne drobne błędy, które się kumulują.
Kolejki na szlakach w Tatrach
W sobotę kolejki turystów, które dotychczas kojarzyły się z Giewontem, tworzyły się nie tylko pod Rysami, ale także na innych wysokogórskich szlakach m. in. pod przełęczami Szpiglasową oraz Zawrat.
Profil w serwisach społecznościowych „Aktualne warunki w górach” publikuje zdjęcia ze szlaków nadesłane przez turystów.
Żółty szlak na Szpiglasową Przełęcz (2110 m n.p.m.), widok od strony Doliny Pięciu Stawów Polskich
Niebieski szlak na Zawrat (2159 m n.p.m.) od strony Hali Gąsienicowej
Czarny szlak pomiędzy Doliną Roztoki a Doliną Pięciu Stawów Polskich:
Giewont (1895 m n.p.m.)
Tłumy turystów obserwowano również na Czerwonych Wierchach. – To niespotykany widok – podkreślają przewodnicy.
Tatry. Rekordowy sierpień
W ciągu dwóch wakacyjnych miesięcy Tatrzański Park Narodowy odnotował 2 142 879 wejść na górskie szlaki – pisze Bartłomiej Kuraś w „Wyborczej”.
TPN przygotował podsumowaniu ruchu turystycznego w wakacje. Najpopularniejszym miejscem jest Morskie Oko – w lipcu i sierpniu zanotowano tam 492 960 wejść (w 2025 r. – 413 324 wejść). Druga w kolejności jest Dolina Kościeliska – 240 233 odwiedzin, potem Kasprowy Wierch (207 224 wejść) oraz szlaki w Kuźnicach (167 455), które wiodą m. in. na Halę Gąsienicową oraz Nosal. Najspokojniej w polskiej części Tatr jest w Dolinie Lejowej (3898).
Także Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe opublikowało podsumowanie wypadków z wakacji. TOPR podsumował działania ratownicze od 27 czerwca do 31 sierpnia tego roku. Ratownicy piszą o „rekordowym lecie” i przytaczają liczby:
- Ratowano 541 osób, o 130 więcej niż latem 2025 roku. Większość to uczestnicy wypadków turystycznych – 523 osoby, o 120 więcej.
- Bardzo wyraźny jest wzrost liczby zachorowań na szlakach – to przypadki nagłego pogorszenia zdrowia (nie na skutek np. upadku). W 2026 roku odnotowano ich 171, wobec 112 rok wcześniej.
- Znacząco wzrosła liczba osób ratowanych z użyciem śmigłowca: w sezonie letnim 2026 ratowano 156 osób, podczas gdy rok wcześniej było ich 87.
- Latem 2026 roku w Tatrach straciło życie siedem osób. W 2025 roku – jedna. – Dane za cały rok mogą być podobne do ubiegłorocznych. Liczba osób, które tracą życie w Tatrach Polskich, w ciągu roku od wielu lat kształtuje się w przedziale 15-20 osób – podkreślił w rozmowie z „Wyborczą” naczelnik TOPR-u Jan Krzysztof.












