O ile w meczu z Bośnią i Hercegowiną na PGE Narodowym, to Polacy mogli czuć się, jako zespół uznawany za faworyta, trudno było zakładać, że w starciu ze Szwecją – i to jeszcze na wyjeździe – będzie podobnie. I faktycznie, tak właśnie było, choć „były momenty”, w których gra reprezentacji Polski mogła się podobać.
Problem jednak w tym, że takich fragmentów było zdecydowanie za mało. A Szwecja w poniedziałkowy (tj. 28 września) wieczór rzeczywiście straciła kontrolę nad meczem na kilkanaście minut, ale w drugiej połowie zadała dwa ciosy, które zamknęły emocje w meczu rozegranym na stadionie w Solnej.
Szwedzi lepsi od Polaków. Kilkanaście minut dobrej gry to za mało
Po pierwszych 45 minutach można było być umiarkowanym optymistą. Polacy, co prawda, stracili szybko gola, bo już w 8. minucie po stałym fragmencie gry. To ponownie może być niepokojące, bo jak się okazało… nawet jeszcze w tym samym starciu, polski zespół ma zdecydowane problemy z bronieniem.
Wyrównującego gola zdobył jednak Sebastian Szymański. Po ładnej, składnej akcji gości tego spotkania. To dawało nadzieję, że Polska może nawet zagrać o coś więcej, niż tylko jeden punkt wywieziony ze szwedzkiego terenu. Niestety, druga odsłona i ponownie stały fragment gry, nieupilnowanie przeciwnika i trzeba było ponownie odrabiać straty.
Przy trafieniu na 1:2 do przeciwnika nie zdążył doskoczyć Matty Cash, niemiłosiernie został też ograny Sebastian Szymański. Za to gol na 1:3, tutaj swoje za uszami miał Przemysław Wiśniewski oraz Przemysław Frankowski, wprowadzony w drugiej połowie.
Efekt? Zamiast jakiejkolwiek zdobyczy, skończyło się na sporym rozczarowaniu. Polacy potrafili w kilku momentach dać nadzieję na lepszy wynik. Co jednak udawało się w ofensywie, zdecydowanie było zaprzepaszczone w defensywie.
Osobną historią wydaje się być nieobecność w wyjściowym składzie Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji Polski pojawił się na boisku w ostatnich minutach (dokładnie 88 minucie), ale nie zdołał zrobić nic poza… załapaniem żółtej kartki.
Wygląda jednak na to, że kapitan kadry nie jest problemem, który decyduje o obecnym obliczu reprezentacji. Polacy po prostu mają sporo pracy do wykonania, żeby wrócić na ścieżkę wyników, które będą dawały punkty. Póki co w dorobku Polski, która została zdegradowana z dywizji A do dywizji B, jest jedno oczko po dwóch meczach.
Kiedy reprezentacja Polski swoje mecze? Z kim zagrają piłkarze?
Co w najbliższym czasie czeka reprezentację Polski pod ręką trenera Urbana? Do rozegrania pozostaną jeszcze dwa mecze w ramach przerwy wrześniowo-październikowej na rywalizację w Lidze Narodów.
Polaków czeka teraz powrót do Polski i starcie z Rumunią (2 października, Warszawa) i na koniec czteromeczowego maratonu ponowny mecz z Bośnią i Hercegowiną – tym razem w roli przyjezdnych (5 października, Zenica).













