Policjant A: To nie jest tak, że nie mamy poglądów. O nich możemy porozmawiać przed odprawą czy po zabezpieczeniu. Kiedy stoisz w tyralierze, nie ma miejsca na politykę.
Policjant B: Kiedy zabezpieczasz mecz, jest prościej. Jeśli kibole zaczną się awanturować, idziesz na przód i czyścisz wszystko. Takie akcje jak pod Trybunałem Konstytucyjnym są cięższe. Wszyscy filmują, chcą cię sprowokować i czekają na twój najmniejszy błąd.
Policjant C: Słyszysz, że nie jesteś Polakiem. Krzyczą to te same osoby, które jeszcze przed chwilą mówiły: „Murem za polskim mundurem”.
Policja pod Trybunałem Konstytucyjnym
Piątek, 30 października, godzina 17:35. Komenda Główna Policji publikuje w mediach społecznościowych komunikat. Z wpisu wynika, że wpłynęło do niej pismo Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka z prośbą o szczególne zabezpieczenie Trybunału Konstytucyjnego.
W tym samym czasie do Komendanta Głównego Marka Boronia trafia apel sędzi Anny Korwin-Piotrkowskiej. Informuje w nim, że planowane czynności w Trybunale mogą sprowadzić realne zagrożenie dla życia i zdrowia sędziów oraz pracowników, a także doprowadzić do zakłócenia porządku publicznego.
Minutę później, o godzinie 17:36, Komenda Stołeczna Policji publikuje w mediach społecznościowych inny wpis. Informuje w nim, że na terenie siedziby Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie wykonywane są czynności, których celem jest zapewnienie bezpieczeństwa. „Nie stanowią one ingerencji w działalność Trybunału jako instytucji” – konkluduje komenda.
W tym samym czasie, gdy w mediach społecznościowych pojawiają się komunikaty ze strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, na teren Trybunału Konstytucyjnego wchodzą osoby wybrane na sędziów TK przez Sejm. Asystują im policjanci.
Zgodę na przejście wydaje Jan Grabiec, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wskazuje, że robi to na wniosek policji i Służby Ochrony Państwa.
Nie wiadomo dokładnie, ilu policjantów wkracza w tamtym momencie na teren Trybunału Konstytucyjnego. Jeden z policjantów, z którymi rozmawiam, na podstawie materiałów telewizyjnych ocenia, że mogły to być dwa plutony – czyli około 60-80 policjantów.
Niedoświadczeni na pierwszej linii
Policjant A: Nie rozumiem tego ruchu na poziomie taktycznym. W piątek po południu policja przez cały czas zabezpieczała legalnie zgłoszone zgromadzenie przed Trybunałem Konstytucyjnym. Była tam garstka osób. Oddziały prewencji mogły spokojnie wejść od przodu i zabezpieczyć obszar tak, aby nie wchodzić na teren Trybunału Konstytucyjnego. Pamiętam, jak w grudniu 2016 r. doszło w Sejmie do blokady mównicy, a obrady przeniesiono do Sali Kolumnowej. Wtedy politycy PiS chcieli, aby policja interweniowała w Sejmie. Ówczesny zastępca komendanta głównego odmówił. Powiedział, że od tego jest Straż Marszałkowska.
Policjant B: Spora część policjantów, która zabezpieczała teren w piątkowy wieczór, przebywa w Warszawie na adaptacji. To funkcjonariusze, którzy w szkole policyjnej odbyli jedynie półroczny kurs podstawowy. Ich doświadczenie na ulicy jest zerowe.
Policjant C: Ty jesteś tym, który musi zachować spokój. Najgorzej jest wtedy, gdy ktoś podchodzi do ciebie z megafonem i zaczyna krzyczeć ci w twarz. Nie słyszysz swoich kolegów ani dowódcy. Pytają o dowódcę akcji, a jego nazwisko podali ci na odprawie kilka godzin wcześniej, zapisałeś je sobie w notesie, który masz włożony głęboko w kieszeni i nie będziesz go teraz szukać.
Służba bez końca i mobilizacja w trybie alarmowym
Około godz. 18:00 Karol Nawrocki decyduje o przerwaniu podróży do Senegalu, a samolot z prezydentem na pokładzie zawraca nad południową Hiszpanią do Polski.
Mniej więcej w tym samym czasie w Krakowie rozpoczyna się mecz Cracovii z Motorem Lublin. Część zabezpieczających go policjantów o godz. 19 dostaje informację, że mają pilnie zjechać do komendy. Przed 20 w trybie alarmowym zostają skierowani do Warszawy.
Policjant A: Teoretycznie służba w prewencji trwa osiem godzin. Przychodzisz zabezpieczyć mecz, a na koniec dnia jedziesz do Warszawy pod Trybunał Konstytucyjny. Pierwsza zmiana, która tam dotarła, spędziła na miejscu kilkanaście godzin. W teorii powinno się podmienić policjantów, ale trzeba mieć kim. Jak stoisz w tłumie ludzi, ciężko o podmiankę. Nie ma takiej możliwości.
Policjant B: Gdy drużyna wysiada z radiowozu, zostajesz w nim sam, masz opuszczone kraty i przemieszczasz się za chłopakami. Jak ktoś zaczyna uderzać w radiowóz pięściami, zastanawiasz się tylko nad tym, żeby niczego nie uszkodził, bo potem trzeba będzie przez kilka godzin wypełniać papiery.
Policjant C: To nie jest tak, że się nie boisz, każdy się boi. Stoisz naprzeciwko tłumu i nie wiesz, co ludziom może przyjść do głowy, czy ktoś nie zacznie rzucać kamieniami. Wszyscy na ciebie krzyczą, wyzywają ciebie i twoją rodzinę, a ty musisz zachować spokój.
Brak planu
Prezydent Karol Nawrocki dociera pod siedzibę Trybunału Konstytucyjnego w nocy z piątku na sobotę, około godziny 0:40. Policyjny kordon nie rozstąpił się przed prezydentem – musiał pokonywać go bokiem, wzdłuż ogrodzenia, bez bezpośredniej osłony ze strony Służby Ochrony Państwa.
Policjant A: Nie przygotowano żadnej taktyki. Zasada przy zabezpieczeniu normalnej wizyty jest prosta: dowódca Służby Ochrony Państwa ma bezpośredni kontakt z dowódcą zabezpieczenia ze strony policji. Tutaj nikt tego nie przygotował. Może liczono, że prezydent wejdzie na teren Trybunału Konstytucyjnego od strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ale przecież na to musieli się zgodzić ludzie premiera. Nie rozumiem, dlaczego przez te kilkanaście godzin nie przygotowano żadnych wariantów, aby zapewnić prezydentowi bezpieczeństwo.
Policjant B: Masz na sobie kilkanaście kilogramów sprzętu, stoisz kilka godzin w jednym miejscu, osłona hełmu ci paruje, napiera na ciebie tłum, ktoś macha ci jakimś świstkiem papieru, woła, że jest posłem, a potem recytuje jakieś paragrafy. Jak ja mam to zweryfikować? Szczególnie że za tym „posłem” napiera tłum.

Policjant C: Tyraliera z zasady ma być zwarta, nie może być w niej wyłomu. Nawet jeśli widzisz prezydenta, nie możesz się rozejść, bo za nim jest tłum i nie wiesz, co to za ludzie. To powinno zostać zorganizowane przez dowódców.
„Jedyne, o czym myślisz, to żeby to już się skończyło”
Policjant D: Masz na sobie dziesięć kilogramów sprzętu, tarczę na przedramieniu, hełm paruje tak, że świat widzisz jak przez mgłę, jest ci zimno. A ludzie krzyczą ci w twarz, że nie jesteś Polakiem. Po chwili masz gdzieś, kto ma rację. Jedyne, o czym myślisz, to żeby to już się skończyło.
Niedawno zabezpieczaliśmy marsz kobiet i mówiono o nas, że jesteśmy „sługusami PiS”, teraz role się odwróciły i jesteśmy „ludźmi Tuska”.
Trafiłem kiedyś na zabezpieczenie marszu równości. Ochraniając uczestników marszu, słyszysz od drugiej strony, że jesteś lewakiem – i to najłagodniejsze określenie. A na tym samym marszu twój kolega, który zabezpiecza kontrdemonstrację, słyszy od drugiej strony, że jest brunatny.
Policjant A: Takie akcje jak ta pod Trybunałem Konstytucyjnym bardzo obciążają psychicznie. Możesz wydać rozkaz zza biurka, ale jego konsekwencje ostatecznie poniosą policjanci stojący w pierwszym szeregu.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]












