W piątek po zakończeniu szczytu Rady Europejskiej w Brukseli premier rozmawiał z dziennikarzami na temat spodziewanych działań ze strony Moskwy. Odniósł się do słów byłego szefa BBN Jacka Siewiery, który stwierdził w rozmowie na antenie Radia Zet, że tej zimy może dojść do „zasadniczego akordu” w wojnie hybrydowej wymierzonej przeciwko Europie.
Tusk o spodziewanej eskalacji działań Rosji
– Ja nie bawię się w moje prognozy ani intuicje. Dla mnie istotna jest wiedza i konkretne komunikaty co robić, i jak działać – zarówno od służb specjalnych naszych, ukraińskich, jak i sojuszniczych. Wszystko się to składa się na jeden oczywisty komunikat: można spodziewać się jakiejś eskalacji jeszcze przed Wigilią – przekazał premier, odnosząc się do spodziewanych działań Moskwy.
Dodał także, że nadchodząca zima „będzie bardzo trudna, przede wszystkim, jeśli chodzi o granice, tory kolejowe – to wszystko, co po stronie ukraińskiej może służyć transportowi, w tym gazu, ropy czy jedzenia”.
– Spodziewajmy się, tak, jak do tej pory, tylko na większą skalę, prób sabotażu czy jakichś prowokacji w Polsce. Na Łotwie już widziano jakich ludzi w mundurach, Litwa spodziewa się jakiejś poważnej prowokacji. Natomiast jeden komunikat jest oczywisty: Rosja będzie tę eskalację potęgowała i będzie testowała naszą reakcję – na tym polega problem – dodał.
Tusk: „Jeśli Ukraina padnie, to będziemy mieli bardzo poważne problemy”
Polityk przekazał też w rozmowie z dziennikarzami, że unijni przywódcy są zgodni w kwestii dalszego wspierania Kijowa. – To jest moment krytyczny. Z jednej strony nigdy jeszcze nie było tak jednolitej postawy wszystkich państw UE. Nawet ci mniej proukraińscy liderzy, czasami zdradzający jakieś oznaki słabości wobec Putina, nie mieli wątpliwości, że najbliższe kilka, kilkanaście miesięcy będzie kluczowych dla historii, przyszłości Ukrainy, ale też dla Europy – przyznał Tusk.
– Bardzo wiele krajów zdaje sobie sprawę, że jeśli Ukraina padnie, to będziemy mieli wszyscy bardzo, bardzo poważne problemy – dodał polityk.


