Decyzję podjął Sąd Apelacyjny dla Piątego Okręgu (Mississipi Luizjana i Teksas), który przychylił się do stanowiska prokuratorki stanu Luizjana. W praktyce oznacza to zamrożenie federalnych zasad wprowadzonych za administracji Joe Bidena, które umożliwiały teleporady i wysyłkę pigułek aborcyjnych pocztą.

Sąd stanął po stronie Luizjany

Luizjana argumentowała, że przepisy ułatwiające dostęp do mifepristonu podważają stanowe prawo chroniące nienarodzone życie i zmuszają władze do ponoszenia kosztów pilnej pomocy medycznej kobietom, którym zaszkodził ten preparat. Wcześniej sąd niższej instancji uznał, że mifepriston może być nadal przepisywane zdalnie. Teraz sąd apelacyjny czasowo zablokował te rozwiązania.

Zobacz wideo 99 proc. aborcji w Polsce robionych jest tabletkami w domach

Chodzi o jedną z głównych dróg dostępu do aborcji

Jak podał Axios, aborcje farmakologiczne wykonywane przy użyciu tego leku stanowią dziś ponad 60 proc. wszystkich zabiegów przerywania ciąży w amerykańskim systemie ochrony zdrowia. Po wyroku Sądu Najwyższego z 2022 roku, który zlikwidował federalne gwarancje prawa do aborcji, właśnie telemedycyna i wysyłka leków pocztą stały się jednym z najważniejszych sposobów uzyskania dostępu do zabiegu w stanach, gdzie obowiązują zakazy lub bardzo surowe ograniczenia. Aborcja farmakologiczna jest też metodą rekomendowaną przez WHO.

Ruch antyaborcyjny mówi o zwycięstwie

Decyzja sądu apelacyjnego została odebrana jako duże zwycięstwo środowisk antyaborcyjnych, które naciskały na administrację Donalda Trumpa, by przywrócić konieczność osobistego wydawania mifepristonu. 

W relacjach z USA pojawiły się też ostre komentarze polityczne. Po decyzji sądu prokuratorka generalna Luizjany Liz Murrill napisała o „zwycięstwie życia”. „Kartel aborcyjny Bidena usprawnił zabijanie tysięcy dzieci z Luizjany (i miliony z innych stanów) za pomocą nielegalnej wysyłki tabletek aborcyjnych. Koszmar się skończył” – obwieściła.

Organizacje prokobiece: to polityczna blokada

Po drugiej stronie podniesiono alarm. Nancy Northup, szefowa Center for Reproductive Rights, w rozmowie z serwisem Mother Jones oceniła, że w sprawie chodzi o „polityczne ograniczanie” dostępu do aborcji. – To nie jest kwestia nauki – chodzi o to, by uczynić aborcję możliwie trudną, kosztowną i niedostępną. Telemedycyna zmieniła ochronę zdrowia. Selektywne odbieranie tego narzędzia pacjentkom korzystającym z aborcji to polityczna blokada – oceniła.

Podobnie zareagowała Regina Davis Moss z organizacji In Our Own Voice. Jak podkreśliła w rozmowie z Axios, przywrócenie obowiązku osobistego wydawania leku oznacza dla wielu kobiet koszty, których nie będą w stanie ponieść. – W czasie, gdy rodziny mają problem z opłaceniem mieszkania, zakupów i opieki nad dziećmi, ograniczanie dostępu do leków aborcyjnych jest nie do przyjęcia. Przywrócenie obowiązku osobistego wydawania leków zmusi ludzi do dalszych podróży, brania wolnego i ponoszenia kosztów, które są po prostu zbyt wysokie – stwierdziła.

Sprawa trafi do Sądu Najwyższego

Jedna z dwóch firm zajmujących się dystrybucją mifepristonu w USA, Danco Laboratories, zapowiedziała złożenie nadzwyczajnej apelacji do Sądu Najwyższego. Jak podkreśla Axios, spór o dostęp do pigułki aborcyjnej najpewniej szybko wróci na najwyższy szczebel amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości właśnie za sprawą apelacji.

Sąd Najwyższy już w 2022 roku oddał poszczególnym stanom prawo do samodzielnego ustalania przepisów aborcyjnych. Od tego czasu około 20 stanów zakazało aborcji na życzenie albo znacząco zaostrzyło regulacje. Prawo Luizjany należy do najbardziej restrykcyjnych. 

Share.
Exit mobile version