Dziennik „Rzeczpospolita” poinformował, że w Ministerstwie Obrony Narodowej trwają prace nad specjalną ustawą obronną. Wiceszef resortu Cezary Tomczyk potwierdził te doniesienia i wyjaśnił, że chodzi o przepisy przygotowujące państwo na trudne czasy, by w ten sposób skutecznie odstraszyć wroga i uniknąć wojny.
Tomczyk potwierdził w piątek 2 października w RMF FM, że resort od kilkunastu tygodni przygotowuje przepisy, które mają być „taką właśnie ustawą przedwojenną”. – Takim opracowaniem czy dopracowaniem stanu pomiędzy po to, żeby stan wojny nigdy nie nastąpił – dodał.
Nowe prawo ma ułatwić szybki transport wojsk naszych sojuszników z NATO po polskich drogach i torach, przyspieszyć zakupy sprzętu dla armii oraz ustalić jasne zasady działania dla urzędników i cywilów w czasie kryzysu.
– To są przepisy, które dotyczą przerzutu wojsk sojuszniczych. (…) To jest ustawa, która dotyczy tu i teraz, zakupów dla armii, rozbicia pewnych węzłów gordyjskich, które od często wielu lat gdzieś tam wiszą w powietrzu – powiedział Cezary Tomczyk.
Wnioski wyciągnięte na podstawie wojny w Ukrainie
Władysław Kosiniak-Kamysz, szef MON, podkreślił, że nowe przepisy powstają na podstawie wniosków wyciągniętych z wojny w Ukrainie. Zaznaczył, że zadaniem rządu jest dbanie o bezpieczeństwo obywateli i przygotowanie kraju na każdy, nawet najtrudniejszy scenariusz.
– Jeżeli obce rakiety naruszają naszą przestrzeń powietrzną, jeżeli drony latają tuż przy polskiej granicy, jeżeli na Lubelszczyźnie i na Podkarpaciu non-stop jesteśmy zobowiązani wysyłać alerty, bo jest zagrożenie, bo są akcje sabotażu, bo jest zakłócany sygnał GPS-u, bo są przecinane kable po dnie Bałtyku, na miłość boską, to kiedy będzie sytuacja zagrożenia, jak nie w takich momentach? Kiedy my mamy o tym mówić, jak nie teraz? Kiedy się mamy przygotowywać? – powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz podczas spotkania w Dąbrowie Górniczej.
Szybsza decyzja o zestrzeleniu intruza
Zmiana procedury – jak informowano wcześniej – dotyczy zniesienia wymogu wizualnej identyfikacji, czyli zbliżenia się pilota myśliwca do „intruza”, na tyle blisko, by mógł on stwierdzić, z jakiego rodzaju obiektem ma do czynienia. Procedura ta, obowiązująca w czasie pokoju, ma za zadanie przede wszystkim minimalizację ryzyka, że zestrzelony zostanie np. cywilny samolot, któremu awaria uniemożliwia identyfikację i odpowiednią komunikację z wojskiem.
Zgodnie z nowymi przepisami do podjęcia decyzji o zestrzeleniu wystarczy potwierdzenie z kilku źródeł naraz. Jeśli radar wykryje obiekt, wleci on w zakazaną strefę, a np. wojsko z Ukrainy ostrzeże, że w naszą stronę leci rakieta, dowódcy będą mogli od razu dać pilotowi rozkaz do jej zniszczenia. Wiceminister Tomczyk poinformował również, że przepisy „wkrótce zostaną zaprezentowane publicznie”.
Źródło: PAP


