Close Menu
  • Wiadomości
  • Polityka
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Finanse
  • Klimat
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Więcej
    • Komunikat Prasowy
    • Światowe Trendy
What's Hot
Pożar w Starym Cydzynie. Z ogniem walczy 30 zastępów

Pożar w Starym Cydzynie. Z ogniem walczy 30 zastępów

25 maja, 2026
Zatrzymano 63 tony kawy wjeżdżającej do Polski. Była pełna żywych robaków

Zatrzymano 63 tony kawy wjeżdżającej do Polski. Była pełna żywych robaków

25 maja, 2026
Podwyżki dla medyków od 1 lipca 2026. Ile zarobią lekarze i pielęgniarki? – Biznes Wprost

Podwyżki dla medyków od 1 lipca 2026. Ile zarobią lekarze i pielęgniarki? – Biznes Wprost

25 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Właśnie w
  • Pożar w Starym Cydzynie. Z ogniem walczy 30 zastępów
  • Zatrzymano 63 tony kawy wjeżdżającej do Polski. Była pełna żywych robaków
  • Podwyżki dla medyków od 1 lipca 2026. Ile zarobią lekarze i pielęgniarki? – Biznes Wprost
  • Miszalski odwołany. Politolog wskazał kluczowy powód porażki prezydenta Krakowa
  • Prognoza pogody na najbliższy tydzień. Będzie coraz bliżej upału
  • Ebola sieje spustoszenie. Najnowsze informacje o wirusie
  • Muchomor sromotnikowy epidemią w Kalifornii. Władze ostrzegają
  • Darowizna od rodzica bez podatku. Kiedy gotówka nie daje zwolnienia? – Biznes Wprost
  • Polityka Prywatności
  • Skontaktuj się z nami
  • Warunki Usługi
Nowiny PressNowiny Press
Biuletyn
  • Wiadomości
  • Polityka
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Finanse
  • Klimat
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Więcej
    • Komunikat Prasowy
    • Światowe Trendy
 Pogoda Login
Nowiny PressNowiny Press
Strona Główna » Śmierć w oparach Amareny. Sąd: „Miał trudne dzieciństwo, ale nie można się tym tłumaczyć przez całe życie”
Wiadomości

Śmierć w oparach Amareny. Sąd: „Miał trudne dzieciństwo, ale nie można się tym tłumaczyć przez całe życie”

PersonelPersonel25 maja, 2026
Facebook Twitter WhatsApp Telegram Pinterest Email VKontakte Copy Link
Śmierć w oparach Amareny. Sąd: „Miał trudne dzieciństwo, ale nie można się tym tłumaczyć przez całe życie”

– W czym możemy pomóc? – operator pogotowia ratunkowego pyta telefonującego.

– Yyy – bełkocze mężczyzna. – Yyy. Po prostu przyjedźcie nad Wisłę, po prostu kobieta leży nieprzytomna, chyba jest przebita na dole brzucha czy coś takiego, po prostu widzę, że ma podbite oko.

Operator mozolnie uściśla adres, pod który ma skierować karetkę. To okolice ulicy Wybrzeże Puckie w Warszawie, koło mostu. Nie ma numeru, tylko wskazanie na obozowisko dla osób w kryzysie bezdomności.

Jest późny wieczór, 14 grudnia 2024 roku, godzina 21.30. – Proszę wyjść ratownikom naprzeciw – sugeruje przyjmujący wiadomość. – Nad Wisłą jest ciemno, karetka będzie błądzić. Czy może pan włączyć światełko w telefonie?

W odpowiedzi słyszy przekleństwa.

Wezwani równocześnie policjanci z patrolu zmotoryzowanego są szybsi, już spisali notatkę do raportu: „Koło parkingu ZOO leży nieprzytomna kobieta z rozbitą głową, lat około 40. Nazywa się Emilia J. Ma silne krwawienie z okolic krocza. Mężczyzna, który zgłosił wydarzenie, to Krzysztof Sz., urodzony w 1974 roku, zameldowany w Borzęcinie Dużym, gmina Stare Babice. W Warszawie przebywa w obozowisku dla osób w kryzysie bezdomności. Emilia J. jest jego konkubiną”.

Ranna jedzie do szpitala wojskowego przy ul. Szaserów. Tam lekarze stwierdzą m.in. perforację jelita cienkiego i tętnicy biodrowej. A także inne liczne obrażenia, jak złamanie nosa, siniaki pod oczami, prawdopodobnie na skutek uderzenia pięścią. W trakcie operacji dochodzi do dwukrotnego zatrzymania krążenia. Emilia J. umiera jeszcze tej nocy. Bezpośrednią przyczyną śmierci jest rana kłuta w lewym podbrzuszu i uszkodzenie tętnicy nożem o długości 12 cm.

Tylu chętnych do pomocy

Prokuratura wydaje nakaz zatrzymania trzech mieszkańców dzikiego obozowiska: Krzysztofa Sz., który zawiadomił pogotowie ratunkowe i policję o znalezieniu Emilii J., oraz jego kumpli z sąsiednich namiotów – Mieczysława S. i Mariana K. Mężczyźni bezpośrednio przed przyjazdem policji pili denaturat wymieszany z niskogatunkowym winem. Przed przesłuchaniem policjanci zawożą ich do noclegowni przy ul. Kłobuckiej, gdzie muszą wejść pod prysznic, następnie założyć czyste ubrania. Z szałasu, gdzie mieszkała Emilia z Krzysztofem, zabrano do analizy czternaście noży leżących na szafce. Sz. wyjaśnił, że są jego własnością. Zawsze przed snem zajmuje się ostrzeniem tych narzędzi.

W aktach postępowania przygotowawczego założonych po śmierci kobiety są zdjęcie wnętrza czegoś na kształt namiotu: centralne miejsce zajmuje łoże z betami. Obok zdezelowany fotel, pod nim siekiera. Widać też szafkę kuchenną, na niej kilka naczyń.

Podczas pierwszego przesłuchania Mieczysław S. i Marian K. mają niewiele do powiedzenia. W namiocie Krzysztofa Sz. zjedli usmażone przez niego kotlety, a kiedy zrobiło się nieprzyjemnie, bo gospodarz zaczął się czepiać swej partnerki, goście poszli do swoich szałasów. Zamroczeni alkoholem od razu zwalili się na wyrka i spali do rana.

Sz. decyduje się powiedzieć więcej o sobie. Pochodzi z Borzęcina Dużego, skończył trzy klasy szkoły podstawowej, potem przeniesiono go do szkoły specjalnej. Z Emilią ma czworo dzieci. Dwoje najmłodszych zabrano do adopcji, rodzice nie znają ich adresu. Starsze są w rodzinach zastępczych. Emilia dzwoni do nich od czasu do czasu. Sz., z zawodu piekarz, nigdzie nie pracuje. Bez domu jest od 14 lat. Bezpłatne wyżywienie i paczki ze spożywczymi produktami zapewniają mu jadłodajnie dla ubogich. Między innymi u zakonników przy Miodowej, pod Pałacem Kultury oraz na Dworcu Wschodnim.

Mężczyzna, stały bywalec tych miejsc, dyktuje, na jakie konkretnie produkty ma ochotę. Jest regularnym podopiecznym Fundacji Serce Miasta z ul. Białostockiej, choć organizacja zajmuje się głównie losami uciemiężonych kobiet w kryzysie bezdomności. Brudną odzież wyrzuca do śmietnika albo nosi do sióstr szarytek na Pradze, one wypiorą wszystko, nie brzydzą się wszy.

Nowe ubrania można dostać w którejś z licznych w Warszawie fundacji, zajmujących się osobami w kryzysie bezdomności. Krzysztofa Sz. dobrze znają prascy streetworkerzy; z widzenia, bo oni z zasady nie weryfikują szczegółów życia potrzebującego pomocy.

Z karty karnej Krzysztofa Sz. wynika, że wielokrotnie odsiadywał wyroki za napaści na przechodniów, których okradał z pieniędzy. W sumie spędził za kratami 20 lat.

Kobieta ma być posłuszna

Podczas pierwszego przesłuchania Sz. informuje, że przed przewiezieniem Emilii J. do szpitala doszło między nimi do kłótni i wtedy ugodził kobietę w brzuch. Nie zorientował się, jak ciężko ją zranił, bo nawet nie jęknęła, a krwi nie było widać, gdyż miała na sobie kurtkę. W namiocie panował półmrok.

Następnego dnia podejrzany odwołuje wyjaśnienia. Według nowej wersji, Emilia przypadkowo zadrapała się, wchodząc do szałasu, kiedy on akurat czyścił noże, a było tam ciasno. Co do jej złamanego nosa, również nie było to skutkiem pobicia. Zajęty ostrzeniem noży odwrócił się, gdy zapytała go o coś i w zdenerwowaniu, że mu przeszkadza „chlasnął ją na oślep w twarz z liścia”. Tak to już z nim jest, że „wymierza swojej kobiecie klapsa, gdy weźmie coś bez jego pozwolenia, albo się odezwie nie w porę”.

Kolejna wersja przesłuchiwanego brzmi następująco: 14 grudnia obudził się o godzinie 10, po śniadaniu narąbał trochę drewna na ognisko, Emilia nosiła pocięte klocki do szałasu. W pewnej chwili, kiedy się schyliła, kawałek drewna uderzył ją w twarz i zrobiło się jej pod okiem limo. Potem poszedł na bazarek przy Namysłowskiej. – Tam wielu frajerów nosi portfel w tylnej kieszeni spodni, szkoda przegapić taką okazję – opowiadał podczas przesłuchania. Do obozowiska wrócił o godzinie 13.

W pobliskim szałasie, 10 metrów dalej, pili Mieczysław S., Marian K. i Paweł z Ukrainy. Dołączył do nich. Kiedy skończyło się wino, poszli dokupić do Biedronki. Emilia w tym czasie rozpaliła ognisko, wypiła na rozgrzewkę trochę wódki i udała się do ochroniarzy z pobliskiego ZOO po powerbank. Po powrocie zabrała się za obieranie kartofli. Kiedy ją zawołał, szybko poderwała się ze stołka, bo on nie lubi czekać i „niechcący nadziała się na nóż, który wszedł jej w pachwinę. Głęboko, aż skrzywiło się ostrze”. To był jego ulubiony, z czerwoną rączką. Zdenerwował się. – Za karę uderzyłem ją w twarz, kazałem wypierdalać na dwór. Przed szałasem stał zdezelowany fotel, kazałem jej siedzieć, a ja poszedłem po wodę z Wisły. Kiedy wróciłem, była skulona, bo mróz mocny ścisnął, w ciemnościach nie widziałem, że pod fotelem zebrała się krew, która zresztą zaraz zamarzła – relacjonował podejrzany.

14 grudnia rano było między nimi spięcie – zeznaje kilka dni później. – Bo obudziła go zbyt późno i grzebała się ze śniadaniem. – Nic takiego jej nie zrobiłem, tylko uderzyłem butelką z mlekiem, żeby nie ruszała się jak mucha w smole. Od zajebania tą butelką miała siniaki pod oczami. Kiedy po południu wróciłem do obozowiska, Emilia była trochę podpita. Nic nie powiedziałem. Po obiedzie nie chciało jej się zmywać naczyń ani sprzątać, to już mi się nie podobało. Przyszli Mietek z Marianem, mieliśmy obejrzeć w telefonie film, to nie umiała go znaleźć, ciągle wskakiwały reklamy. Zwyzywałem ją, ale przy kumplach nie podniosłem ręki. Zobaczyłem, że w wiaderku nie ma wody, więc poszedłem nad Wisłę – to kolejna relacja Krzysztofa Sz.

Kiedy wrócił po 30 minutach, w szałasie nie było nikogo, a Emilia siedziała w fotelu i charczała.

– Pomyślałem – tłumaczy aresztant – że za dużo wypiła denaturatu, który zwykle mieszamy z winem Amarena i kilka razy uderzyłem ją po twarzy, żeby się ocknęła, nie spała na mrozie. A wtedy przewróciła się na śnieg.

Krzysztof Sz. nie przyznaje się do zabójstwa. Twierdzi, że byli z Emilia J. udaną parą. Kiedy siedział za pobicie jej i dzieci, czekała na niego, aż wyjdzie z więzienia. Nie chciała wracać do Borzęcina, bo tam jej dokuczali, że wsadziła swojego chłopa za kraty. Jak tylko wyszedł na wolność, pojechał do tej wsi i pogonił siekierą wszystkich, którzy obgadywali jego kobietę.

Nigdy go nie zdradziła, tego był pewien. Kiedy po zatrudnieniu się w Zakładzie Oczyszczania Miasta wyznała mu, że niektórzy śmieciarze łapią ją za pośladki, wparował tam z siekierą i nie pozwolił, aby dłużej pracowała. Owszem, zdarzały się „zniechętki” i sprzeczki. Ale tylko wtedy, gdy nie wywiązała się ze zleconych przez niego obowiązków. Jeśli była posłuszna, to nawet zatańczyli przy ognisku, powygłupiali się.

Niczego nie widziałem

Do prokuratury zgłasza się siostra Krzysztofa Sz. – Nie przyszłam tu, aby bronić brata – zastrzega na wstępie. – O tragedii dowiedziałam się z gazet, na stałe mieszkam w Anglii. Chcę tylko powiedzieć, że mieliśmy bardzo trudne dzieciństwo. Po śmierci taty w 1983 roku Krzysiek był w drugiej klasie szkoły podstawowej. Brat mamy, który miał nad nami pieczę, dosłownie katował go kablem. Nie wolno mu było płakać. Żeby odreagować, Krzysiek mnie bił bez powodu. Nasza mama ciężko pracowała całe dnie, nie wiedziała, co się w domu dzieje. Kiedyś zapytała mnie, dlaczego śpię w rajstopach. A ja, ośmioletnia, byłam tak potłuczona przez brata, że miałam granatowe nogi od wybroczyn i chciałam to ukryć.

Świadek wie, że Emilia J. uciekała od swego konkubenta. Kiedy dostał wyrok za znęcanie się, dzieci przymusowo zabrano do bidula. Bardzo płakały, ale pytane, co się u nich działo milczały, nie powiedziały złego słowa o rodzicach. Nigdy o nic nie prosiły, chciały tylko, żeby w domu był spokój.

– Emilka zaczęła z Krzysztofem pić – informuje siostra zatrzymanego – bo po wódce szybko zasypiał, co najwyżej ją popchnął. Kiedy się znęcał z premedytacją, był trzeźwy.

Pokazano zeznającej zdjęcie Emilii tuż przed śmiercią. – Widzę, że ma skrzywiony nos – dostrzega świadek. – Pamiętam, że kilka miesięcy temu Krzysztof uderzył ją deską. On jest bardzo zaborczy; groził, że ją zabije, gdyby chciała od niego odejść. Wiedziała, że jest bez szans. Była drobna, a z niego kawał chłopa, daleko by nie uciekła. Brat siedział za rozboje, zawsze jakiś nóż trzymał w kieszeni w pogotowiu. Kiedy Emilka po wyrzuceniu jej z Zakładu Oczyszczania Miasta, zatrudniła się przy sprzedaży wypieków, godzinami stał przy niej, nie pozwalał, aby rozmawiała z klientami. I straciła pracę.

Prokurator zwalnia z aresztu dwóch kumpli podejrzanego – Mieczysława S. i Mariana K. Nie ciążą na nich żadne zarzuty, zostaną przesłuchani jako świadkowie. Ich szałasy są najbliżej legowiska Krzysztofa Sz.

S. poczuwa się do solidarności z podejrzanym. – Nigdy nie widziałem, aby Krzysztof bił Emilię – zapewnia przesłuchującego go policjanta – a znamy się od 10 lat, odkąd opuściłem więzienie. 15 grudnia Krzysztof mnie obudził, mówi, że dzwoni po policję, bo Emilka spadła z sedesu i coś sobie zrobiła. Ubikacja jest na dworze: właściwie, stanowi ją krzesło z dziurą i położna na nim deska sedesowa.

Świadek Marian K. przedstawia inną wersję wydarzeń tragicznego wieczoru: – Z początku nic nie zapowiadało nieszczęścia. W Biedronce kupiliśmy trzy Amareny po promocji 5 zł za butelkę. Mieliśmy oglądać amerykański film fantasy pod tytułem „Bogowie Egiptu”. Krzysiek się złościł, że w telefonie komórkowym mało widać i jeszcze obraz ucieka, bo Emilia nie umie wykasować reklam. On łatwo dostaje białej gorączki. W pewnym momencie popchnął ją; upadła i wtedy uderzył ją nożem, który trzymał w ręku, bo zabierał się do codziennego ostrzenia. Krzysiek lubi wywoływać awantury. Kiedyś jechaliśmy tramwajem i stojący obok pasażer mruknął, że mu śmierdzi, to go to pobił. On rządził naszym obozowiskiem, w kontakcie ze strażą miejską wypowiadał się za wszystkich. Kiedy władza chciała nas zlikwidować, bo tu gdzie obozujemy jest park, i zaproponowała mieszkania, Krzysiek zapytał, pod jakim warunkiem ta przeprowadzka. „Kończycie z alkoholem” – usłyszał. – „To my dziękujemy, jesteśmy wolnymi ludźmi” – padła nasza odpowiedź.

Tamtej nocy, kiedy Krzychu dziabnął Emilię nożem, uznałem, że koniec zabawy i idę do siebie spać. Amarena z denaturatem zmorzyła mnie. Kiedy się obudziłem w niedzielę rano, nikogo w obozie nie było. Chciałem rozpalić ognisko, nie zdążyłem, bo zabrali mnie na przesłuchanie. Później dowiedziałem się, że Krzysztofa zamknęli w areszcie, a Emilia nie żyje.

Nie wiem, dlaczego mnie bije

– Od ponad roku nie miałem z siostrą kontaktu – zeznaje brat pokrzywdzonej. – Krzysiek ma niebieską kartę, bo znęcał się nad Emilką i ich dziećmi. Przyjechała kiedyś do mnie, żaliła się. Ale co mogłem jej poradzić? Bardzo niewiele wiem o mojej siostrze. Wcześnie wyszła z domu. Po śmierci rodziców sam potrzebowałem pomocy. Nie potrafię się utrzymać w żadnej robocie. Jeśli władza nakaże zająć się pochówkiem siostry, to ja od razu odpowiadam, że nie stać mnie na kupno trumny. W ZUS-ie niczego nie wypłacą, bo nie była ubezpieczona. Pogrzeb musi zorganizować opieka społeczna.

O życiu Emilii z Krzysztofem więcej mówią protokoły policyjne, napisane po interwencjach rodzinnych. W maju 2019 roku funkcjonariusze z patrolu stwierdzają ciężkie pobicie 35-letniej kobiety, która jest w zaawansowanej ciąży. Kobieta, jej konkubent i troje dzieci – najmłodsze ma 15 miesięcy – mieszkają w Borzęcinie w przyczepie kempingowej. Poszkodowana zeznaje, że jest z tym mężczyzną od 2000 roku, poznali się, gdy miała 16 lat. Kiedyś on pracował w piekarni, ale krótko, bo gdy zapił i przez tydzień nie stawił się w robocie, szef go zwolnił. Ona nie wie, skąd Krzysztof miał potem pieniądze.

Nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego raz po raz spadają na nią razy.

– Kiedy pierwszy raz mnie uderzył, długo płakałam. Wstał rano, zjadł śniadanie, a potem odwinął się i walnął mnie w twarz. Lubił uderzyć znienacka, żebym się przewróciła. Potem popychał mnie, przewracał, kopał w żebra. Raz poroniłam po takim biciu. Pytałam, dlaczego się znęca, nie odpowiadał. Kiedyś zimą w nocy za karę kazał mi wyjść na dwór i tam czekać do rana, aż mu przejdzie. A byłam w ciąży. Owinęłam się kocem, to zdarł ze mnie, rozgrzewałam się na mrozie, machając rękami.

Nie wzywała policji ze strachu, że będzie się mścił na dzieciach. Odzywał się do nich wulgarnie, wyzywał je downami, bił. Córka miała tak siną pupę, że przez tydzień nie chodziła do szkoły, bo nie mogła usiedzieć w ławce. Pasem dostała dlatego, że nie umiała liczyć w pamięci i kiedy ją przepytywał, zgadywała wynik mnożenia.

– Kiedyś 8-letni syn niechcący wylał mleko na podłogę, to pijany Krzych zaczął go bić. Stanęłam w obronie dziecka, więc skopał mnie. Kiedy dzieci wracały ze szkoły, ich pierwsze pytanie brzmiało: czy tata jest trzeźwy?

Sytuacja żyjącej w przyczepie rodziny jest znana pracownikom Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Starych Babicach. Kiedy nie wystarczyła pomoc materialna, zaproponowano Emilii J. bezpłatny półtoraroczny pobyt w Domu Samotnej Matki. Nie zgodziła się. Po kolejnym pobiciu sąd rodzinny orzekł dla Krzysztofa Sz. zakaz kontaktowania się z konkubiną i ich dziećmi. Wkrótce potem Emilia wybłagała cofnięcie tej decyzji, zapewniając, że jej partner zdecydowanie zmienił się na lepsze. Dwa miesiące później doszło do kolejnej interwencji policji, tym razem Sz. trafił do aresztu. Funkcjonariusz napisał w protokole, że Emilia J. jest ofiarą uzależnienia od swego oprawcy. Chociaż Krzysztof Sz. nie przyznał się do znęcania się nad swymi dziećmi („szturchnąć szturchnąłem, bo mi przeszkadzały”), sąd skazał go na rok więzienia. Rodzeństwo umieszczono w ośrodkach opieki zastępczej; potem dwoje najmłodszych zostało adoptowanych.

Może się do niej dobierali

Poczytalność oskarżonego nie budzi żadnych wątpliwości – opiniują biegli psychiatrzy podczas procesu Krzysztofa Sz. przed Sądem Okręgowym dla Warszawy-Pragi. Stwierdzono osobowość dyssocjalną, impulsywność, brak empatii i niekontrolowanie agresywnych reakcji w sytuacjach konfliktowych. Ponadto – uzależnienie od alkoholu i deficyty intelektualne, co zwiększa ryzyko recydywy w sytuacjach konfliktowych. Tylko odpowiednie działania terapeutyczne i odwykowe mogą ograniczyć niebezpieczną impulsywność takiego pacjenta.

Przed sądem oskarżony nie tylko nie przyznaje się do zabójstwa, ale po raz pierwszy wskazuje na swych sąsiadów z obozowiska, jako podejrzanych o śmiertelne zranienie jego konkubiny. Nie mówił o tym w czasie śledztwa. Teraz przekonuje strony procesowe, że jego kumple z obozowiska – Marian K. i Mieczysław S. naprzykrzali się Emilii. Kiedy on poszedł po wodę, dwaj mężczyźni zostali sami z jego kobietą, nie wiadomo, co się działo w szałasie. Do Emilii mógł się też dobierać Paweł, aby się zemścić na oskarżonym, od którego kiedyś dostał w głowę obuchem siekiery.

Od ponownie przesłuchanych świadków sąd już niczego się nie dowiedział, bo zasłonili się brakiem pamięci. Nie wiadomo, co nimi powodowało – lojalność wobec sprawcy, czy strach, że będzie się mścił. Zmowa milczenia zapanowała w całym koczowisku – ludzie nie chcieli rozmawiać o śmierci Emilii J. Kiedy odwiedził ich kurator sądowy, usłyszał groźbę: chcesz mieć całą głowę na karku, zostaw nas w spokoju.

Prokurator w ostatnim słowie zakwestionował prawdziwość wyjaśnień oskarżonego. Przypomniał też, że Krzysztof Sz. dopuścił się przestępstwa w ciągu pięciu lat po odbyciu kary. Wprawdzie podejrzany nie przyznał się do zbrodni, ale jego wyjaśnienia ewoluowały, wyzierało z nich stosowanie wobec J. przemocy, również werbalnej. Ewidentnym dowodem na popełnienie zbrodni okazał się po sekcji zwłok charakter ran ofiary. To nie było przypadkowe nadzianie się na nóż.

W przekonaniu organów ścigania pokrzywdzona to klasyczna ofiara przemocy pogodzona ze swą krzywdą, funkcjonująca w środowisku obojętnym na jej sytuację, gdzie panuje zachwianie norm moralnych, a sprawca tragedii pełni rolę lidera. Emilia J. nie szukała nigdzie pomocy. Świadkowie bali się obciążyć oskarżonego na sali sądowej. Paraliżowało ich przypomnienie jego widoku z siekierą – wszyscy pamiętali, jak szukając zaczepki chodził z nią po koczowisku.

Prokurator domagał się skazania Krzysztofa Sz. na 20 lat więzienia i po 40 tys. zł nawiązki dla osieroconych dzieci.

Adwokat wnosił o uniewinnienie w myśl zasady Kodeksu karnego, że wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego. A Sz. nie przyznał się do zabójstwa. Pobicie kobiety było incydentalne. Nie ma dowodów na rzekome znęcanie się i szarpanie pokrzywdzonej od dłuższego czasu.

We wrześniu 2025 roku zapadł wyrok: 17 lat i 8 miesięcy za kratami.

– Oskarżony nie przyznał się – uzasadniał orzeczenie sędzia Adam Radziszewski – ale w jego wyjaśnieniach jest mowa o uderzeniach nożem i niewłaściwym traktowaniu kobiety. Sz. chciał umniejszyć swoją winę, ale nie był w stanie. Jego argumenty okazały się niespójne, a wyjaśnienia niewiarygodne, gdyż podawał różne wersje wydarzenia.

Krzysztof Sz. użył noża w zamiarze bezpośrednim, ostrze weszło na głębokość kilkunastu centymetrów. Nie chciał zabić, ale mógł przewidzieć, że nastąpi zgon. Wysokość kary wynika również z tego, że jest to recydywa zdemoralizowanego sprawcy. Był trzy razy karany za rozbój. Jedyne okoliczności łagodzące są tylko takie, jakie podała jego siostra: miał trudne dzieciństwo. Ale nie można się tym tłumaczyć przez całe życie.

**************************************************

Doświadczasz przemocy domowej? Szukasz pomocy? Możesz zgłosić się na przykład do Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”. Bezpłatna infolinia czynna jest całodobowo pod numerem telefonu 800 12 00 02. Więcej informacji znajdziesz na tej stronie. Jeśli występuje zagrożenie życia – dzwoń na numer alarmowy 112.

Jeśli borykasz się z uzależnieniem lub chcesz dowiedzieć się, jak możesz pomóc osobie bliskiej, możesz skontaktować się ze specjalistami, którzy dyżurują pod tymi numerami: 
Ogólnopolski Telefon Zaufania uzależnienia (codziennie w godzinach 16-21): 800-199-990 
Telefon Zaufania uzależnienia behawioralne (codziennie w godzinach 17-22): 800-889-880 
Pomarańczowa linia dla rodziców dzieci pijących alkohol (od poniedziałku do piątku w godzinach 14-20): 801-140-068
Więcej informacji znajdziesz na stronach Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.

Share. Facebook Twitter Pinterest LinkedIn Tumblr Telegram WhatsApp Email

Powiązane Wiadomości

Miszalski odwołany. Politolog wskazał kluczowy powód porażki prezydenta Krakowa

Miszalski odwołany. Politolog wskazał kluczowy powód porażki prezydenta Krakowa

Fałszywy alarm w mieszkaniu rodziny Nawrockiego. Prokuratura wszczęła śledztwo

Fałszywy alarm w mieszkaniu rodziny Nawrockiego. Prokuratura wszczęła śledztwo

Papież Leon XIV w historycznych przeprosinach. „Rana w chrześcijańskiej pamięci”

Papież Leon XIV w historycznych przeprosinach. „Rana w chrześcijańskiej pamięci”

Czarzasty: Będziemy walczyć o Kraków. „Lewica chce w tym uczestniczyć”

Czarzasty: Będziemy walczyć o Kraków. „Lewica chce w tym uczestniczyć”

Mysłowice. Zderzenie dwóch autokarów z dziećmi. Dwa pasy A4 w stronę Katowic zablokowane

Mysłowice. Zderzenie dwóch autokarów z dziećmi. Dwa pasy A4 w stronę Katowic zablokowane

Poseł KO udawał lokomotywę. Teraz przeprasza posłankę Matysiak

Poseł KO udawał lokomotywę. Teraz przeprasza posłankę Matysiak

Czarnek o odejściu „Tuska krakowskiego”: Początek wielkiej fali, która przetoczy się przez Polskę

Czarnek o odejściu „Tuska krakowskiego”: Początek wielkiej fali, która przetoczy się przez Polskę

Szef BBN o stałej obecności wojsk USA w Polsce. Zdradził, co usłyszał od wiceszefa Pentagonu

Szef BBN o stałej obecności wojsk USA w Polsce. Zdradził, co usłyszał od wiceszefa Pentagonu

Referendum w Ciechocinku. O wyniku zadecydowało 28 głosów. A raczej ich brak

Referendum w Ciechocinku. O wyniku zadecydowało 28 głosów. A raczej ich brak

Wybór Redaktora

Zatrzymano 63 tony kawy wjeżdżającej do Polski. Była pełna żywych robaków

Zatrzymano 63 tony kawy wjeżdżającej do Polski. Była pełna żywych robaków

25 maja, 2026
Podwyżki dla medyków od 1 lipca 2026. Ile zarobią lekarze i pielęgniarki? – Biznes Wprost

Podwyżki dla medyków od 1 lipca 2026. Ile zarobią lekarze i pielęgniarki? – Biznes Wprost

25 maja, 2026
Miszalski odwołany. Politolog wskazał kluczowy powód porażki prezydenta Krakowa

Miszalski odwołany. Politolog wskazał kluczowy powód porażki prezydenta Krakowa

25 maja, 2026
Prognoza pogody na najbliższy tydzień. Będzie coraz bliżej upału

Prognoza pogody na najbliższy tydzień. Będzie coraz bliżej upału

25 maja, 2026
Ebola sieje spustoszenie. Najnowsze informacje o wirusie

Ebola sieje spustoszenie. Najnowsze informacje o wirusie

25 maja, 2026

ostatnie artykuły

Muchomor sromotnikowy epidemią w Kalifornii. Władze ostrzegają

Muchomor sromotnikowy epidemią w Kalifornii. Władze ostrzegają

25 maja, 2026
Darowizna od rodzica bez podatku. Kiedy gotówka nie daje zwolnienia? – Biznes Wprost

Darowizna od rodzica bez podatku. Kiedy gotówka nie daje zwolnienia? – Biznes Wprost

25 maja, 2026
Kraków. Kto zostanie komisarzem? Kracik i Kempf wśród faworytów – Wprost

Kraków. Kto zostanie komisarzem? Kracik i Kempf wśród faworytów – Wprost

25 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
2026 © Nowiny Press. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Warunki Usługi
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.

Sign In or Register

Welcome Back!

Login to your account below.

Lost password?