Nowym referentem postępowania został prokurator Arkadiusz Buśkiewicz. Jak przekazała Prokuratura Okręgowa w Warszawie, decyzja o przejęciu sprawy była podyktowana wnioskiem Prokuratury Rejonowej w Piasecznie, która stale współpracuje z Komendą Powiatową Policji w Piasecznie. Komendant tej jednostki ma w sprawie status pokrzywdzonego.
Prokuratura: mail z groźbami i broń w samochodzie
Według prokuratury śledztwo zostało zainicjowane po przesłaniu do KPP w Piasecznie maila wskazującego na Leszka K. W wiadomości miały znaleźć się jego dane osobowe, numer zainicjowanej sprawy oraz groźby pozbawienia życia komendanta, wszystkich osób próbujących go powstrzymać, a na końcu odebrania sobie życia.
W mailu wskazano też model broni, którą miał posiadać podejrzany. Jak podał Onet, powołując się na rozmowę z rzecznikiem warszawskiej prokuratury prok. Piotrem Antonim Skibą, autor wiadomości miał napisać, że jedzie z pistoletem, żeby zastrzelić komendanta i będzie próbował zastrzelić wszystkich, którzy będą go powstrzymywać.
Prokuratura podkreśla, że kluczowe znaczenie dla zarzutu posiadania broni bez zezwolenia ma protokół przeszukania pojazdu. W trakcie tej czynności zabezpieczono broń i amunicję. Śledczy powołują się także na opinię biegłego z zakresu broni palnej i amunicji.
Z komunikatu prokuratury wynika, że w zakresie gróźb karalnych przez internet istnieje „bardzo duże prawdopodobieństwo”, iż mail został wysłany ze skrzynki należącej do Leszka K. Śledczy wskazują na nazwę nadawcy wiadomości, sygnaturę sprawy dotyczącej interwencji z zawiadomienia podejrzanego, a także fakt ujawnienia przy nim broni palnej.
Leszek K. nie przyznał się do zarzutów
Według PAP dziennikarz nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Jest podejrzany o posiadanie bez zezwolenia broni palnej i amunicji, a także o grożenie śmiercią komendantowi powiatowemu policji w Piasecznie w celu zmuszenia go do podjęcia interwencji w konkretnej sprawie.
Prokuratura podała, że w swoich wyjaśnieniach Leszek K. sugerował, iż sprawcą czynu może być wskazana przez niego osoba, którą wcześniej podał jako sprawcę gróźb na jego szkodę. Śledczy ocenili jednak, że na obecnym etapie postępowania należy traktować te wyjaśnienia jako przyjętą linię obrony.
Onet, powołując się na nieoficjalne informacje, podał, że śledczy mają sprawdzać także wersję, według której ktoś mógł przejąć dostęp do maila dziennikarza i podszyć się pod niego. Prokuratura w oficjalnym komunikacie wskazuje jednak, że dotychczas zebrany materiał dowodowy uzasadnia duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów przez Leszka K.
Dlaczego sąd zgodził się na areszt?
Prokuratura Rejonowa w Piasecznie skierowała wniosek o tymczasowe aresztowanie, w obawie, że podejrzany ukryje się, lub może mataczyć, a sprawa zagrożona jest wysoką karą.
Prokuratura podkreśliła, że Leszek K. często opuszcza granice kraju i może unikać kontaktu z organami ścigania. Wskazała też na inne postępowanie prowadzone wcześniej pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Piasecznie, dotyczące zarzutu znęcania się nad osobami najbliższymi. Sprawa ta była zawieszona z powodu wielokrotnego niestawiennictwa podejrzanego na badaniach sądowo-psychiatrycznych.
Śledczy uznali również, że istnieje obawa wpływania na postępowanie. W komunikacie podano, że podejrzany w mailu zapowiedział wyrządzenie krzywdy komendantowi, a spełnienie gróźb zostało uprawdopodobnione przez znalezienie w samochodzie broni i amunicji. Prokuratura wskazała też na zeznania żony Leszka K., która miała powiedzieć, że z uwagi na dotychczasowe zachowanie męża obawia się, iż może on zrobić krzywdę jej lub innym osobom.
Grozi mu do ośmiu lat więzienia
Prokuratura zwróciła uwagę, że za przestępstwo z art. 263 par. 2 Kodeksu karnego, dotyczące posiadania broni palnej lub amunicji bez zezwolenia, grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.
Według śledczych zagrożenie wysoką karą zwiększa obawę, że podejrzany mógłby podejmować działania zmierzające do matactwa, ucieczki albo ukrywania się. Prokuratura podkreśliła, że nie stwierdzono przesłanek pozwalających odstąpić od stosowania najsurowszego środka zapobiegawczego.
Sąd Rejonowy w Piasecznie, uwzględniając wniosek prokuratora, uznał, że zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów, w tym popełnienia przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Według prokuratury sąd zwrócił uwagę, że podejrzany groził takim czynem, a jego stan zdrowia i zaniechanie leczenia powodują, że groźba jest realna.
RPO i Press Club pytają o areszt
Sprawa wywołała również reakcję środowiska dziennikarskiego. Rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek i prezes Press Club Polska Marcin Lewicki zaapelowali do prokuratury o podanie informacji uzasadniających zastosowanie trzymiesięcznego aresztu wobec Leszka K.
Press Club Polska wskazał, że zastosowanie najsurowszego środka zapobiegawczego wobec dziennikarza budzi zaniepokojenie, podobnie jak wątpliwości dotyczące prawa do obrony oraz tajemnicy dziennikarskiej. Organizacja podkreśliła jednocześnie, że zarzuty nie dotyczą bezpośrednio działalności dziennikarskiej Leszka K.
Prokuratura poinformowała, że przy skierowaniu wniosku o tymczasowe aresztowanie prokurator złożył także wniosek o ustanowienie obrońcy dla podejrzanego. Przekazała również, że Leszek K. na żadnym etapie czynności nie powołał się na tajemnicę dziennikarską, a także przekazał telefon używany przez siebie na potrzeby śledztwa oraz hasło dostępu.
Leszek K. to były dziennikarz śledczy m.in. „Rzeczpospolitej”, „Wprost”, „Super Expressu” i „Dziennika”. Obecnie swoje materiały publikuje na własnym portalu internetowym i kanale na platformie YouTube. Onet przypomina z kolei, że wielokrotnie pisał on na temat afery wokół dewelopera Polnord i powiązaniach tej sprawy z Romanem Giertychem.












