Czwartkowe spotkanie przywódców USA i Chin, Donalda Trumpa i Xi Jinpinga w Waszyngtonie, mimo efektownej oprawy przyniosło wyraźny niedosyt merytoryczny i odsłoniło „granice władzy” Trumpa – oceniły zagraniczne media. 

Media krytykują spotkanie Trumpa z Xi. „Przepych przeważał nad treścią”

Xi wraz z małżonką, Li Pengyuan, kończą w piątek (25 września) trzydniową wizytę państwową w Waszyngtonie. Było to trzecie w ciągu roku spotkanie przywódców dwóch największych gospodarek świata. Media zwracają uwagę, że Trump i Xi mogą w tym rok spotkać się jeszcze dwukrotnie – w listopadzie przy okazji szczytu Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC) w chińskim Shenzen i w grudniu przy okazji szczytu G20 w Miami.

Zobacz wideo Globalne szachy. Trump, Chiny, Iran, Ukraina.

Dziennik „Financial Times” napisał wprost, że podczas wizyty „przepych przeważał nad treścią”. Trump zaoferował liderowi ChRL niezwykłą oprawę oraz lawinę pochlebstw – jeszcze przed przybyciem Xi napisał na platformie Truth Social, że chiński przywódca wygląda na człowieka „silnego, żywego i w dobrej formie”. Według gazety szczyt okazał się „straconą szansą dla Waszyngtonu”, podczas gdy Pekin zyskał medialne kadry ukazujące „niezwykły ceremoniał”.

Aleja Sław w Białym Domu. Trump zakpił z Joe Bidena

„FT” zauważył, że jednym z niewielu czwartkowych „osiągnięć” Trumpa było rozśmieszenie gościa. Xi zaśmiał się, gdy Trump wskazał na zdjęcie maszyny do automatycznego składania podpisów (autopen), powieszone w miejscu dawnego portretu Joe Bidena.

Na ścianie w Białym Domu powieszono czarno-białe portrety amerykańskich prezydentów oprawione w złote ramy. „Prezydencka Aleja Sław pojawiła się w kolumnadzie Zachodniego Skrzydła Białego Domu” – poinformowała Margo Martin, asystentka prezydenta Donalda Trumpa, w serwisie X. 

Na opublikowanym nagraniu oraz zdjęciu udostępnionym przez Biały Dom widać dwie fotografie Donalda Trumpa – z jego pierwszej i obecnej kadencji. Pomiędzy nimi, w miejscu, gdzie zwyczajowo powinna znajdować się podobizna Joe Bidena, umieszczono grafikę przedstawiającą urządzenie do automatycznego składania podpisów oraz podpis byłego prezydenta USA.

Donald Trump wielokrotnie przekonywał, że współpracownicy Joe Bidena mieli ukrywać rzeczywisty stan zdrowia ówczesnego prezydenta i podejmować decyzje w jego imieniu, podpisując dokumenty za pomocą specjalnego urządzenia do automatycznego składania podpisów. Takie praktyki miały według niego świadczyć o faktycznym przejęciu części obowiązków prezydenta przez jego otoczenie. Warto jednak zaznaczyć, że podobne urządzenia były wykorzystywane przez wielu amerykańskich prezydentów od dziesięcioleci.

Chińska „dyplomacja pand”

„The Guardian” określił rozmowy mianem politycznego spektaklu: „diplotainmentu” – od połączenia angielskich słów „diplomacy” (dyplomacja) i „entertainment” (rozrywka). Dziennik zaakcentował brak sygnałów o przełomie ws. sztucznej inteligencji, handlu, Tajwanu czy wojny w Iranie.

Gazeta cytuje byłego dyplomatę Danny’ego Russela: „Oprawa i protokół nie składają się na postęp. Pandy są urocze, ale Ameryka potrzebuje metali ziem rzadkich”. Russel nawiązał do informacji przekazanej przez Xi, że do zoo w Atlancie zostaną przekazane w najbliższym czasie dwie chińskie pandy. To element chińskiej „dyplomacji pand”, polegającej na wypożyczaniu tych zwierząt do ogrodów zoologicznych państw, z którymi ChRL ma dobre stosunki.

W analizie agencji Reuters podkreślono natomiast, że tydzień dyplomatyczny Trumpa ujawnił jego ograniczenia, a szczyt obfitował w „pompę tuszującą różnice”. Ekspert Brett Bruen stwierdził, że Trump uważa, iż przywraca świat, w którym „siła tworzy prawo”, jednak staje się zaskakująco „chwiejny, gdy przychodzi do Xi”.

Z kolei redaktor naczelny „Nikkei Asia” Akito Tanaka podsumowuje, że jedyny konkret – dwumiesięczny rozejm handlowy – ogłoszono jeszcze przed rozmowami liderów, a ze szczytu wyłania się „brak nowej konfrontacji i brak dramatycznego przełomu”.

Źródło: PAP

Share.
Exit mobile version