Do głosowania uprawnionych było ponad 270 tys. Islandczyków. Po godz. 9:30 „przeciw” negocjacjom akcesyjnym jest 52,5 proc. wyborców. RUV twierdzi, że głosów do przeliczenia pozostało na tyle niewiele, że niemal niemożliwa jest już zmiana końcowego rezultatu.
Nadawca precyzuje, że 89 459 osób zagłosowało „tak”, a 99 037 „nie”. Różnica wynosi zatem 9578 głosów. Można założyć, że w okręgu Southwest do zliczenia pozostało około 32 000 głosów. Jeśli te liczby się potwierdzą, grupa opowiadająca się za opcją „tak” potrzebowałaby około 65 proc. tych głosów, aby objąć prowadzenie.
Jak powiedziała premier Kristrun Frostadottir po oddaniu głosu w stolicy w sobotę, kampania referendalna ożywiła debatę na temat miejsca Islandii na świecie.
– To wspaniały dzień. Czekaliśmy na to latami, żeby móc głosować – powiedziała Frostadottir, dodając, że jej rząd będzie kontynuował swoją pracę niezależnie od wyniku.
Islandia. Przeciwnicy rozmów akcesyjnych z UE biorą górę w referendum
Islandzkie społeczeństwo było mocno podzielone w sprawie wznowienia rozmów akcesyjnych z UE. We wszystkich sondażach w ostatnim czasie niewielką przewagę utrzymywali zwolennicy kontynuowania negocjacji.
Zwolennicy integracji z UE liczyli na obniżkę stóp procentowych, niższą inflację i niższe ceny produktów. Argumentowali też, że byłoby to ważnym krokiem w kontekście gróźb prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczących przejęcia przez jego kraj kontroli nad duńską Grenlandią.
Przeciwnicy twierdzili z kolei, że dołączenie do UE byłoby ciosem w suwerenność Islandii. Do grupy tej należą rolnicy oraz przedstawiciele branży rybołówstwa i wielorybnictwa, którzy obawiają się ograniczenia kwot połowów lub wprowadzenia zakazów. Przeciwni byli również zwolennicy partii opozycyjnych, w tym konserwatywnej Partii Niepodległości.
Wkrótce więcej informacji.


