Prezes Naczelnej Rady Łowieckiej, były kapitan reprezentacji Polski w siatkówce oraz olsztyński radny z Nowej Nadziei (partii, która współtworzy Konfederację Wolność i Niepodległość – red.) Marcin Możdżonek odniósł się do zdarzenia, do którego doszło w miejscowości Morochów w gminie Zagórz (powiat sanocki, województwo podkarpackie).

„Kolejny atak niedźwiedzia. Dorosły, agresywny samiec zaatakował zaledwie kilka kilometrów od poprzedniego miejsca! Człowiek cudem zdołał uciec do samochodu, na miejscu interweniuje policja” – napisał 5 maja Możdżonek w serwisie X.


Zobacz wideo

Które miejsca są wybierane przez niedźwiedzie na gawry? Wbrew pozorom nie są to jaskinie

Kolejnego dnia wójt sąsiedniej gminy Bukowsko Marek Bańkowski poinformował o sprawie na Facebooku.

„Na pastwisku zaatakowani zostali rolnicy budujący ogrodzenie dla bydła. Na szczęście, dzięki szybkiej reakcji i schronieniu się w samochodzie, tym razem obyło się bez ofiar” – napisał Bańkowski. 

Niedźwiedź ruszył w kierunku rolników

Jeden z rolników zrelacjonował zdarzenie w rozmowie z Sanok24.pl.

– Pierwszy raz w życiu coś takiego mnie spotkało. Wcześniej widziałem niedźwiedzie z traktora, robiłem im zdjęcia i uciekały. Ale tak, żeby wyskoczył z krzaków i atakował? To pierwszy raz – powiedział mężczyzna.

Nikt nie odniósł obrażeń. Mężczyźni zawiadomili o sprawie policję.

– Zgłoszenie było we wtorek 5 maja, przed godziną 13. Z przekazanych informacji wynikało, że dwóch mężczyzn pracowało na pastwisku przy naprawie ogrodzenia. W pewnym momencie jeden z tych mężczyzn zauważył niedźwiedzia. Ten niedźwiedź przemieszczał się w kierunku tego mężczyzny. Obydwaj schronili się w samochodzie, po czym odjechali z tego miejsca – powiedziała aspirant sztabowa Anna Oleniacz z policji w Sanoku w rozmowie z Gazeta.pl. 

Biolog o ataku pozorowanym

Zapytaliśmy biologa dr. Wojciecha Śmietanę z Fundacji Przyroda i Nauka, jak ocenia ten incydent.

– Nie było kontaktu fizycznego, więc można mówić co najwyżej o próbie ataku lub ataku pozorowanym. Niedźwiedzie, jeśli są zaskoczone z niewielkiej odległości, mogą zaatakować albo jedynie próbować przestraszyć człowieka. Mówimy wtedy o ataku pozorowanym, ponieważ nie dochodzi do bezpośredniego kontaktu fizycznego – niedźwiedź biegnie w kierunku człowieka i nagle skręca w bok. Taki pozorowany atak może być ponawiany. Nie należy wtedy uciekać, bo może to sprowokować niedźwiedzia do pogoni – powiedział ekspert w Gazeta.pl.

„Mamy kilka osobników, które podchodzą do zabudowania”

Zdaniem wójta fakt, że zwierzęcia nie powstrzymały głosy i hałas prac świadczy o tym, że „drapieżnik zatracił naturalny lęk i może traktować hałas jako sygnał obecności celu”.

– Twierdzenie, że bieszczadzkie niedźwiedzie straciły lęk przed człowiekiem, jest dużym nadużyciem. Mamy kilka osobników, które stały się mniej płochliwe i podchodzą pod zabudowania. Zdarza się to głównie w miejscowościach położonych na terenie gmin Solina i Cisna. Te niedźwiedzie jednak do tej pory nikogo nie zaatakowały, choć sytuacja jest niepokojąca, dlatego osobniki te są monitorowane telemetrycznie – powiedział dr Śmietana w Gazeta.pl.

Gmina Bukowsko chce eliminacji niedźwiedzia

Od kilkunastu dni sytuacja na Podkarpaciu jest napięta po tragedii, do której doszło 23 kwietnia w okolicach Płonnej. 58-latka poszła z synem do lasu, szukać poroży. Po jakimś czasie się rozdzielili. Około półtorej godziny później kobieta zadzwoniła i poinformowała, że zaatakował ją niedźwiedź. Została znaleziona z obrażeniami głowy, lekarz stwierdził zgon.

Zarówno Możdżonek, jak i Bańkowski zaapelowali o zajęcie się sprawą niedźwiedzi. Wójt poinformował, że gmina Bukowsko ponad tydzień temu złożyła wniosek o eliminację „niebezpiecznego osobnika”.

„Od lat powtarzam: brak racjonalnego zarządzania populacją dużych drapieżników kończy się właśnie tak. Ślepa ochrona i ignorowanie problemu prowadzi do eskalacji konfliktów na linii człowiek-zwierzę. Bezpieczeństwo ludzi musi być priorytetem, a nie tematem tabu. Czas na mądre, stanowcze decyzje i przywrócenie równowagi, zanim dojdzie do kolejnej tragedii” – napisał Możdżonek.

Wójt Bańkowski pisał, że „do ataku niedźwiedzia doszło w miejscowości Morochów zaledwie około 10 km od miejsca ostatniego tragicznego ataku, w którym życie straciła Pani Edyta.”

Naukowiec: Szukanie wiatru w polu

Dr Śmietana ocenił, że w przypadku niedźwiedzia z Morochowa nie jest konieczna jego eliminacja, ponieważ nie doszło do kontaktu fizycznego. Nie ma też dowodów, że był to ten sam osobnik, który śmiertelnie zranił kobietę w pobliżu wsi Płonna.

– [Po śmierci kobiety] można było rozważyć wydanie zezwolenia na odstrzał niedźwiedzia, jednak istniały przypuszczenia, że była to samica broniąca młodych. W takim przypadku również młode musiałyby zostać uśmiercone. Obecnie, po sekcji zwłok kobiety, wiemy z dużym prawdopodobieństwem, że był to dorosły samiec, jednak jego poszukiwanie to dziś sytuacja typu „szukanie wiatru w polu”. Należy też podkreślić, że ryzyko ponownego ataku ze strony niedźwiedzia, który zranił lub nawet zabił człowieka w wyniku agresji defensywnej, jest niewielkie. Takiej sytuacji nie można jednak całkowicie wykluczyć, dlatego w okolicy tych zdarzeń należy zachować szczególną ostrożność – powiedział nam biolog. 

Jak zaznaczył, „ataki na ludzi, jakie do tej pory odnotowano w Bieszczadach, miały miejsce w głębi lasu i były spowodowane nagłym pojawieniem się człowieka w pobliżu niedźwiedzia”.

– Dotychczas nie mieliśmy żadnego ataku drapieżniczego ze strony tego gatunku. Żaden z zaatakowanych ludzi nie stał się pokarmem niedźwiedzia. Wszystkie przypadki, z jakimi mieliśmy dotąd do czynienia w Bieszczadach, były związane z tzw. agresją defensywną, czyli obroną własną. Niedźwiedzie reagują w ten sposób, gdy zostaną zaskoczone nagłym pojawieniem się człowieka w niewielkiej odległości. Paradoksalnie, im bardziej płochliwy jest osobnik, tym większe prawdopodobieństwo takiej reakcji – powiedział doktor Śmietana. 

Tego nie rób w lesie

Co należy więc zrobić w przypadku spotkania niedźwiedzia?

– Poruszając się po terenach bytowania niedźwiedzi, przede wszystkim musimy wyraźnie sygnalizować swoją obecność. Nie należy się skradać ani chodzić po cichu. Trzeba również unikać wchodzenia do lasu z gęstym podszyciem oraz w młodniki, gdzie widoczność jest bardzo ograniczona. Nie powinno się wybierać na wędrówki po lesie podczas silnego wiatru ani deszczu, ponieważ zwierzę może wtedy nie usłyszeć zbliżającego się człowieka. Lepiej nie chodzić po lesie samotnie, a jeśli wędrujemy z inną osobą, nie należy się rozdzielać. Warto mieć przy sobie gotowy do użycia anty-niedźwiedziowy miotacz gazu pieprzowego. Warto również pamiętać, że drogi leśne i szlaki turystyczne są znacznie bezpieczniejszym miejscem do przemieszczania się niż teren poza nimi – poinformował biolog w rozmowie z Gazeta.pl.

Redagował Jan Latała

Share.
Exit mobile version