-
Nowa analiza 326 udokumentowanych spotkań ludzi, psów i niedźwiedzi w Ameryce Północnej wskazuje, że w ponad połowie przypadków konflikt inicjował pies, a zazwyczaj zwierzę nie było na smyczy.
-
W 54 proc. przypadków konflikt wywoływał pies, a większość uczestniczących w zdarzeniach czworonogów była średniej wielkości i często biegała luzem.
-
Prowadzenie psa bez smyczy na terenie występowania niedźwiedzi może powodować zagrożenie zarówno dla człowieka, jak i psa, oraz płoszyć inne zwierzęta.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W ostatnich miesiącach podobnych historii nie brakowało. Husky Bella przegoniła niedźwiedzia czarnego od sześcioletniego dziecka w Connecticut. We wrześniu buldog francuski Cassie ruszył na niedźwiedzia atakującego właściciela w Kalifornii. Pies zmarł dwa dni później.
Takie przypadki pasują do obrazu psa jako zwierzęcia, które w razie zagrożenia stanie po stronie człowieka. Badacze zajmujący się konfliktami z niedźwiedziami sprawdzili więc, jak wygląda to w większej liczbie przypadków. Tom S. Smith z Brigham Young University i jego współpracownicy przeanalizowali 326 opisanych spotkań z lat 1901 do 2023. Wyniki opublikowali w „The Journal of Wildlife Management”.
Nie były to kontrolowane eksperymenty, bo takich badań z udziałem ludzi, psów i niedźwiedzi nie da się etycznie przeprowadzić. Zespół zebrał przypadki opisane w dokumentach urzędowych, książkach, prasie i internecie. To ważne ograniczenie: wiele spotkań z niedźwiedziami nigdy nie jest zgłaszanych, a do opisów częściej trafiają zdarzenia dramatyczne.
Pies często zaczyna konflikt z niedźwiedziem
W 54 proc. przeanalizowanych przypadków konflikt rozpoczął pies. Niedźwiedzie czarne pojawiały się w materiale 3,6 raza częściej niż niedźwiedzie brunatne, do których należą grizli. Większość uczestniczących w zdarzeniach psów była średniej wielkości.
Dla niedźwiedzia pies może przypominać konkurującego z nim wilka. Spotkanie, które człowiek interpretuje jako przypadkowe zetknięcie dwóch zwierząt, nie musi więc być dla nich neutralne.
W 85 proc. opisanych zdarzeń pies biegał luzem. Jak tłumaczy Lana Ciarniello, współautorka badania, pies bez smyczy może wybiec przed właściciela, wejść w zarośla i zaskoczyć niedźwiedzia, zanim człowiek w ogóle zorientuje się, że zwierzę jest w pobliżu.
Problem pojawia się również później. Pies, który sprowokuje niedźwiedzia, może uciec z powrotem do właściciela, prowadząc go za sobą. Badacze znaleźli 27 takich przypadków. W 70 proc. z nich człowiek odniósł obrażenia.
Nie każdy pies ruszy na ratunek
Analiza podważa także przekonanie, że pies działa jak system wczesnego ostrzegania. Tylko w ok. 9 proc. zdarzeń skutecznie ostrzegł właściciela o obecności niedźwiedzia. W ok. 36 proc. przypadków nie przyszedł człowiekowi z pomocą podczas ataku.
Nie oznacza to, że każdy pies zwiększa zagrożenie. Nils Pedersen z Wind River Bear Institute zwraca uwagę, że znaczenie mają rasa, szkolenie i okoliczności. Specjalnie szkolone karelskie psy na niedźwiedzie są wykorzystywane do odstraszania tych zwierząt.
Tom Smith uważa, że zasadniczą kwestią jest kontrola nad zwierzęciem. Większość domowych psów nie ma szkolenia potrzebnego do przewidywalnego zachowania podczas spotkania z dużym drapieżnikiem. Obecność psa nie powinna więc być traktowana jako dodatkowe zabezpieczenie podczas wędrówki po terenie zamieszkanym przez niedźwiedzie.
Praktyczny wniosek jest węższy: puszczenie psa luzem na obszarze występowania niedźwiedzi może stworzyć problem, którego bez psa w ogóle by nie było. Dotyczy to także parków narodowych, gdzie goniący dzikie zwierzęta pies naraża siebie i właściciela, a przy okazji płoszy inne zwierzęta.


