Kuba Heisig z Chorzowa musiał przedwcześnie zakończyć swoją inicjatywę rowerową po tym, jak w piątkowy (11 września) wieczór padł ofiarą brutalnego ataku w centrum czeskiej Ostrawy. Z relacji udostępnionej na Instagramie przez grupę Cargo Familia, którą tworzy Heisig z rodziną, wynika, że pretekstem do napaści stała się żółto-niebieska czapka z napisem „GŌRNY ŚLŌNSK”.
Kuba przeszedł badania w szpitalu
Sprawcy najprawdopodobniej pomylili tradycyjne śląskie barwy z flagą państwową Ukrainy. Zanim przystąpili do bicia, mieli wykrzykiwać w stronę rowerzysty wyzwiska, nazywając go „Ukraińcem i banderowcem”.
„Aktualnie Kuba jest w szpitalu na badaniach. Sprawa jest zgłoszona czeskiej policji. Kuba po tym incydencie chciał kontynuować trasę, musiałam wybić mu to z głowy. Przykro mi, że nie udało się przejechać całej trasy, natomiast w obecnym stanie stres jest czymś, czego potrzebuje najmniej. Dziękuję wszystkim, którzy kibicowali od samego początku. Przepraszam najmocniej i proszę o wyrozumiałość w tej sytuacji. Jak tylko dotrze bezpiecznie do domu, to obiecuję, że odezwie się do każdego i skomentuje sytuację, teraz potrzebuje spokoju” – przekazała partnerka mężczyzny w sobotę (12 września) wieczorem na profilu Cargo Familia.
Kilka godzin później Marcelina i Kuba przekazali na profilu, że ten wyszedł już ze szpitala i wrócił do domu. – Trochę źle wygląda, ale myślę, że się wygrzebie. Ja chciałabym podziękować wszystkim ludziom, którzy się zaangażowali, udostępniali zbiórkę. (…) Nie spodziewałam się, że to pójdzie takim szerokim echem i że ta zbiórka zostanie zamknięta w ciągu 4-5 godzin, ale najważniejsze jest to, że Kuba dojechał do domu – mówiła Marcelina.
Szlachetny cel „Rajzy dla Marceliny”
Pod szyldem „Rajza dla Marceliny” Chorzowianin planował pokonać na rowerze dystans ośmiuset kilometrów, wyznaczony wzdłuż historycznych granic Górnego Śląska. Głównym założeniem wyprawy było nagłośnienie i wsparcie internetowej zbiórki funduszy na kosztowne leczenie jego ciężko chorej partnerki.
Mężczyzna chciał jednocześnie wykorzystać swój rajd do szerzenia społecznej świadomości na temat kobiecych chorób onkologicznych.
Heisig i jego partnerka Marcelina to para znana na Śląsku. 36-latek jest miłośnikiem rowerów i lokalnej historii, 30-letnia Marcelina to Krakuska. Poznali się w Katowicach, Jakub oprowadzał Marcelinę po mieście. Są razem od kilku lat, wychowują trójkę dzieci. Kobieta jest teraz w ciąży. Równocześnie okazało się, że ma raka szyjki macicy i zamiast spokojnie przygotowywać się do porodu, musi poddać się leczeniu.
Przechodzi chemioterapię, ale nie znosi jej dobrze. Pojawiły się skutki uboczne, m.in. zakrzepica. Nie jest w stanie normalnie pracować. Jej partner musiał natomiast ograniczyć swoją pracę, aby ją wspierać i opiekować się dziećmi. Marcelina założyła zbiórkę na pomagam.pl, a Kuba zorganizował charytatywny rajd. „Choroba nie zatrzymała rachunków. Mieszkam z rodziną w wynajmowanym mieszkaniu. Czynsz i rachunki trzeba opłacać niezależnie od tego, czy jestem zdrowa i mogę pracować. Do tego dochodzą koszty mojego leczenia – nierefundowane leki, leczenie wspomagające, specjalistyczne żywienie, preparaty zalecone przez lekarzy, dojazdy do ośrodków onkologicznych oraz prywatne wizyty i konsultacje” – czytamy w opisie zbiórki.
– Moje dzieci potrzebują mamy. Chcę być przy nich w codzienności. Chcę mieć siłę, żeby ich przytulić, odprowadzić, porozmawiać, pośmiać się z nimi i patrzeć, jak dorastają. Chcę odzyskać zdrowie i swoje życie – pisze Marcelina w opisie zbiórki. Jej cel dawno udało się osiągnąć. W niedzielne południe na koncie zbiórki są już ponad 492 tysiące zł.


