Trump podpisał porozumienie podczas uroczystej kolacji w Wersalu w nocy ze środy na czwartek. Przyjechał tam na zaproszenie prezydenta Francji Emmanuela Macrona prosto ze szczytu G7.
Nie wiadomo, kto zaproponował Trumpowi to miejsce, pierwotnie planowano to zrobić w piątek w szwajcarskiej Genewie. Ktokolwiek to był, wpuścił Trumpa na minę. To w Wersalu w 1919 roku Niemcy i ich sojusznicy byli zmuszeni podpisać traktat kończący I wojnę światową, który był niczym innym, jak potwierdzeniem ich klęski i kapitulacji. Wcześniej, w 1871 roku, Francja poddała się Prusom. Teraz krytycy Trumpa natychmiast podnieśli tę analogię, bo podpisane przez niego porozumienie trudno uznać za sukces USA.
Koniec sankcji i blokady, do tego pieniądze. W zamian cieśnina i część atomu
Umowa z Iranem nie oznacza ostatecznego zakończenia wojny. To wstępne porozumienie, ma stworzyć warunki do negocjacji nad pełnoprawnym porozumieniem pokojowym. Zawiera się w 14 punktach. Już w pierwszym jest zaszyta mocna kontrowersja, ale głównie dla Izraela.
- Zakończenie działań militarnych USA, Iranu i ich sojuszników na „wszystkich frontach”, w tym w Libanie. Izrael prowadzi tam kampanię wymierzoną w proirańską bojówkę Hezbollah. Iran jej wstrzymanie uznaje za warunek krytyczny dla podjęcia jakichkolwiek rozmów. Izrael uważa, że ma prawo robić to, co robi. USA ewidentnie odsunęły na bok interes swojego głównego sojusznika w regionie.
- Obie strony deklarują „szanowanie swojej niezależności” i „nieingerowanie w sprawy wewnętrzne”. W skrócie – USA oznajmiają publicznie, że nie będą próbowały nic robić z krwawymi represjami reżimu Ajatollahów wobec własnego społeczeństwa. To ich „sprawa wewnętrzna”. Nie będą też próbowały zmieniać systemu władzy czy przywództwa Iranu.
- Pełne porozumienie pokojowe ma być wynegocjowane w ciągu 60 dni. Termin można wydłużyć za zgodą obu stron.
- W ciągu 30 dni USA zwiną swoją blokadę morską Iranu, pod warunkiem wznowienia ruchu statków w cieśninie Ormuz. Również w ciągu 30 dni USA mają wycofać swoje siły wojskowe „z sąsiedztwa Iranu”. Trudno powiedzieć, co to znaczy, czy chodzi tylko o dodatkowe siły przysłane do regionu z powodu wojny czy także te, które stacjonowały od lat w bazach Zatoki Perskiej.
- Iran „natychmiast” i „czyniąc najlepszy wysiłek” umożliwi wznowienie ruchu statków handlowych w cieśninie Ormuz. Biorąc pod uwagę możliwe opóźnienia konieczne dla usunięcia min i innych „przeszkód”. Przez 60 dni ruch ma się odbywać bez żadnych opłat. Docelowo Iran i położony po drugiej stronie cieśniny Oman mają uzgodnić „przyszłe zasady administracji i usług morskich” z poszanowaniem praw morza.
- USA i państwa regionu stworzą fundusz odbudowy Iranu o wartości 300 miliardów dolarów, który będzie realizował wspólnie uzgodnione projekty. Szczegóły mają zostać ustalone w ostatecznym porozumieniu pokojowym,
- USA uczynią wszystko, co możliwe, aby znieść wszystkie sankcje na Iran, własne i ustanowione przez ONZ. Terminarz ich zniesienia ma być zawarty w ostatecznym porozumieniu.
- Iran zapewnia, że nie pozyska ani nie opracuje broni jądrowej. Zapasy wzbogaconego uranu mają zostać zlikwidowane, jeśli USA zniosą sankcje. W ostatecznym porozumieniu mają znaleźć się rozwiązania pozwalające na „dyskusję” nad wzbogacaniem uranu i przemysłem jądrowym Iranu.
- Do czasu podpisania docelowego pokoju, Iran i USA mają zachować status quo. Brak prac nad bronią jądrową, brak nowych sankcji i brak dodatkowych sił wojskowych w regionie.
- USA natychmiast udzielą specjalnych zezwoleń na eksport irańskiej ropy i produktów ropopochodnych.
- USA natychmiast przystąpią do odblokowywania pieniędzy Iranu zamrożonych po wprowadzeniu różnych sankcji na przestrzeni ostatnich dekad. W samych USA jest ich jednak niewiele, około 2 miliardów dolarów. Około 100 miliardów jest w różnych międzynarodowych instytucjach finansowych.
- Punkt techniczny
- Punkt techniczny
- Deklaracja, że ostateczne porozumienie zostanie formalnie przyjęte przez Radę Bezpieczeństwa ONZ.
Było 5 celów, udało się częściowo z jednym
Streszczając najważniejsze elementy: Iran zobowiązuje się nie dążyć do posiadania broni jądrowej i pozbyć się wzbogaconego uranu, choć USA zostawiają jakąś nieokreśloną furtkę dla istnienia irańskiego przemysłu jądrowego. Iran zobowiązuje się nie blokować cieśniny Ormuz i umożliwić na niej ruch tak szybko, jak to możliwe. W zamian USA obiecują nie bombardować, nie wojować i nie wpływać na sprawy wewnętrzne Iranu. Do tego znieść wszystkie sankcje, odblokować natychmiast eksport ropy, znieść blokadę morską, oddać zamrożone fundusze oraz stworzyć fundusz odbudowy.
Jak to ma się do celów, z jakimi USA i Izrael przystąpiły do tej wojny 27 lutego? Cztery były podstawowe: zniszczenie programu jądrowego, zniszczenie potencjału rakietowego, zniszczenie floty i uniemożliwienie Iranowi posiadania sieci kontrolowanych przez siebie bojówek w regionie.
Było jasne, że Amerykanie – po sukcesie operacji w Wenezueli, gdzie udało im się bez większego oporu wymienić siłowo kierownictwo kraju na uległe wobec siebie – zapragnęli zrobić to samo w Iranie. Wojna zaczęła się przecież od zabicia niemal całego najwyższego przywództwa kraju, z ajatollahem Ali Chamenei na czele. Tego samego dnia Trump wezwał Irańczyków, aby „przejęli władzę w kraju”. Kilka dni później w wywiadzie dla telewizji NBC News dodał: „Chcemy wyczyścić wszystko. Nie chcemy tam kogoś, kto to wszystko odbuduje za 10 lat. Chcemy, żeby mieli tam dobrego przywódcę. Mamy takich ludzi, którzy moim zdaniem by się sprawdzili”.
Program jądrowy? Częściowy sukces. Porozumienie zakłada, że zapasy wzbogaconego uranu zostaną zdegradowane. Nie ma jednak mowy o tym, co się z nimi dalej stanie. Jest też furtka dla posiadania przez Iran programu jądrowego. Problem irańskiej broni jądrowej zostanie więc jeszcze bardziej odsunięty w czasie, ale nic nie wskazuje na jego całkowite zlikwidowanie. Iran od zawsze zapewniał, że jej nie chce, a pracuje tylko nad energetyką jądrową. Nikt w to nie wierzył, bo przeczyły temu też czyny. W znacznej mierze dlatego wybuchła ta wojna. Teraz USA Iranowi zaufają?
Arsenał rakietowy? Porażka. Owszem, został mocno przetrzebiony w trakcie wojny, ale nie zniszczony. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby go odbudować i ulepszyć, jeśli Iran dostanie dostęp do zapowiedzianych ogromnych pieniędzy. Nie miał takich od dekad.
Zniszczenie floty? Niby sukces, ale jednak porażka. Owszem, konwencjonalna flota Iranu legła na dnie. Jednak narzędzia takie jak miny, drony, rakiety i małe szybkie łodzie wystarczyły do zablokowania cieśniny Ormuz. To w znacznej mierze przez to Trump musiał zakończyć ten konflikt. Co więc po zniszczeniu kilkudziesięciu okrętów, skoro i tak Iran odniósł swój kluczowy sukces właśnie na morzu?
Zniszczenie sieci proirańskich bojówek w regionie? Porażka. Przed wojną Izrael dążył do osiągnięcia tego w Palestynie i Libanie. Teraz Trump przymusza Izrael do zakończenia wojny, mimo że Izraelczycy nie mogą być usatysfakcjonowani. Co więcej, kiedy Irańczycy dostaną zapowiedziane pieniądze, na pewno część z nich od razu popłynie do różnych bojówek na odbudowę potencjału. Hamas i Strefa Gazy są już w ruinie, jednak cały system nie został zniszczony, jedynie mocno osłabiony.
Zmiana przywództwa w Iranie? Porażka. Owszem zabito stare przywództwo, ale nie uzyskano żadnego wpływu na wybór nowego. To jest natomiast jeszcze bardziej twardogłowe i radykalne niż poprzednie. Dodatkowo teraz Iran będzie bardzo wzmocniony porozumieniem z USA, które poczytuje za swój sukces. Chciało bowiem tylko przetrwać, a ostatecznie negocjuje z Amerykanami na równych zasadach i ma dostać ogromne pieniądze.
Zabrakło tego, co zwykle: strategii
Amerykanie poszli na tę wojnę z zamiarem rozwiązania „problemu irańskiego”. Chcieli usunąć z Iranu wszystko, co zagrażało interesom USA i Izraela w regionie. Chcieli uczynić z niego uległego wasala na wzór Wenezueli. Co uzyskali? Ustępstwa w zakresie programu jądrowego, choć bez jego definitywnego zakończenia. Znaczące osłabienie potencjału militarnego Iranu. W zamian mają znieść sankcje i de facto uratować jego gospodarkę. Ostatecznie Iran pozostanie istotnym i wrogim graczem w regionie.
Klasyczny przypadek znany już historii USA. Zwycięstwo na poziomie taktycznym i operacyjnym. Militarne zdominowanie przeciwnika. Po czym następuje porażka polityczna z powodu braku jasnej i realistycznej strategii. Właściwie od dekad było wiadomo, że jeśli Amerykanie chcieliby, to pod rękę z Izraelem mogą militarnie zgnieść Iran. Pytanie było jednak zawsze to samo: I co dalej? Właśnie widzimy, dlaczego kolejni prezydenci USA nie zdecydowali się na taki krok. Dlaczego od początku wielu ekspertów przekonywało, że to zły pomysł i że tak to się skończy. Trump ze swoją skłonnością do ryzyka i przeceniania własnych możliwości przelicytował.
Jaki był koszt tej pomyłki? 4 tysiące zabitych, głównie po stronie Iranu. W tym około 1,7 tysiąca cywili. Około setki miliardów dolarów wydanych na samą wojnę przez USA i Izrael. Do tego obiecane 300 miliardów dolarów funduszu odbudowy. Trudne do określenia straty globalnej gospodarki, szacowane na około 2 biliony dolarów. Dla USA dodatkowo cios wizerunkowy. A także osłabienie relacji z Izraelem, który jest skrajnie niezadowolony z porozumienia, i z arabskimi sojusznikami, skrajnie niezadowolonymi ze wciągnięcia ich w ten konflikt.
Wszystko to warto porównać z porozumieniem JCPOA z 2015 roku, pomiędzy Iranem a mocarstwami, wynegocjowanym jeszcze za prezydentury Baracka Obamy. Zakładało ono konkretne kroki pod nadzorem międzynarodowych inspektorów, prowadzące do zapewnienia, że program jądrowy Iranu jest rzeczywiście tylko cywilny. W zamian miały zostać stopniowo zniesione sankcje. Porozumienie mocno krytykował między innymi Izrael i wielu republikanów w USA, jako zbyt korzystne dla Iranu. W ich ocenie pozostawienie Irańczykom jakiegokolwiek programu jądrowego było niedopuszczalne. Tak samo, jak pozwolenie na jego wzmocnienie ekonomiczne, które przełoży się na wzmocnienie sieci irańskich bojówek w regionie. Bo Iranowi nie wolno zaufać. Pod ich wpływem Trump w 2018 roku wycofał USA z JCPOA i de facto pogrzebał porozumienie. Teraz podpisuje z Iranem własne i można bez trudu dowieść, że jest ono korzystniejsze dla Irańczyków. Jakiś program jądrowy zachowają. Pieniędzy mają dostać więcej. O mechanizmach kontroli nic nie wiadomo. Za to Irańczycy wiedzą już, jak ogromne narzędzie nacisku mają do dyspozycji w postaci cieśniny Ormuz.
Oczywiście jeszcze nic nie jest stuprocentowo pewne. Realizacja porozumienia na pewno napotka wiele problemów. Podobnie jak negocjacje ostatecznego porozumienia. Będą napięcia i teatralne gesty. Jak to w polityce. Finał jest jednak taki, że USA nie rzuciły Iranu na kolana i nie dyktują mu warunków, ale muszą z nim negocjować i to na zasadach, które trudno określić jako niekorzystne dla reżimu ajatollahów. Do tego złożyły na ołtarzu interesy swojego kluczowego sojusznika w regionie, Izraela. Trump ma jednak to, czego chciał. Wyplątuje się z niepopularnej i nieudanej wojny, której kontynuacja nie miała sensu.












