– Trudno się nie cieszyć po takich kilku dniach. Niezaprzeczalnie świetne decyzje dla polskiego przemysłu zbrojeniowego. Ponad 100 mld złotych w trzy dni. Dla porównania: wszystkie umowy zawarte z polską zbrojeniówką w latach 2016-23 to właśnie podobna kwota. Czyli trzy dni a siedem lat. Wymowne zestawienie – mówi Gazeta.pl Tomasz Dmitruk, dziennikarz miesięcznika „Nowa Technika Wojskowa” i portalu „Dziennik Zbrojny”.

Długa lista miliardowych kontraktów

Festiwal podpisywania umów trwał od czwartku do soboty. Wyjątkowo aparat polityczno-urzędniczy działał też w weekend, bo nieprzekraczalny termin zawierania kontraktów finansowanych przez UE upływał z końcem maja. Podpisywać było trzeba natomiast bardzo dużo – jak nigdy w tak krótkim czasie. Jak wynika z zestawienia przygotowanego przez Dmitruka (ponieważ rząd i wojsko nie zaprezentowało niczego porównywalnego, wręcz przeciwnie, o wielu umowach informowało bardzo oszczędnie), w te trzy dni podpisano 50 umów i 12 aneksów do umów wcześniej już zawartych. Ich łączna wartość to 122 miliardy złotych.

Kolejno największe to:

18,99 mld zł za tysiąc pojazdów towarzyszących (dowodzenie, łączność, transport amunicji, mobilne stacje serwisowe itp.) dla wyrzutni rakiet systemu Homar-K. Realizować umowę będą firmy Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ).

15 mld zł za 18 baterii systemu przeciwdronowego SAN. To około 700 różnych pojazdów z karabinami, działkami, wyrzutniami rakiet, dronów myśliwskich, radarami, systemami walki elektronicznej, dowodzenia i łączności. Realizacja to konsorcjum PGZ i norweskiej firmy Kongsberg, odpowiedzialnej głównie za zdalnie sterowane stanowiska strzeleckie.

9,3 mld zł za 12 baterii systemu bezzałogowego Gladius firmy WB Electronics. To drony uderzeniowe i rozpoznawcze o zasięgu przekraczającym kilkadziesiąt kilometrów. W pierwszej umowie z 2022 roku za jedną baterię płaciliśmy około 500 mln złotych. Teraz cena jest wyraźnie wyższa, co może oznaczać, że możliwości systemu zostały jakoś istotnie rozbudowane.

7,9 mld zł za cztery dywizjony armatohaubic Krab, czyli 96 samych dział, a do tego kilkadziesiąt pojazdów wsparcia. Plus kolejne dwa dywizjony w opcji. Producent to PGZ, a konkretniej Huta Stalowa Wola.

Pełne zestawienie umówi i aneksów na grafikach poniżej:

Pod pojęciem refinansowania kryje się zabieg zmiany źródła finansowania dla wcześniej zawartych umów. Te, które spełniały odpowiednie wymogi, będą teraz opłacane z unijnej pożyczki, a nie z budżetu. Uzyskane w ten sposób pieniądze można wydać na coś innego, co nie mieści się w ramach SAFE. MON nie powiedział tego wprost, ale wygląda na to, że aneksy zawierane w ramach maratonu podpisywania to właśnie głównie refinansowanie starszych umów. Wyjątkiem prawdopodobnie jest dokupienie dodatkowych 11 pojazdów do zdalnego minowania Baobab-K. Wcześniej w 2023 roku zamówiono ich już 24.

>>>> Między innymi z powodu programu SAFE nastroje w polskiej branży zbrojeniowej są bardzo dobre. O panującej atmosferze mówi prezes kieleckich targów MSPO Andrzej Mochoń – w rozmowie z Sławomirem Szymańskim z Wyborcza.pl <<<<

Pierwszy zasadniczy problem

Nie ujmując dużemu sukcesowi, którym jest wydanie tak ogromnych pieniędzy głównie w polskich firmach zbrojeniowych, to po tym trzydniowym maratonie nasuwają się dwa istotne pytania. Po pierwsze i najważniejsze, Polska zawnioskowała i otrzymała w ramach programu SAFE 43,7 miliarda euro, czyli ponad 180 miliardów złotych. Jak wielokrotnie zapowiadał rząd, mają one zostać wykorzystane w całości i w 90 procentach w polskich firmach. Tymczasem termin na zawieranie umów w trybie indywidualnym minął, a podpisano kontrakty i aneksy na ponad 120 miliardów złotych. Czyli w „kasie” zostało jeszcze około 60 miliardów do wydania.

– To bardzo zasadne pytanie. Nie mam pewności co do odpowiedzi. Oczywiście część zakupów będzie w trybie umów międzynarodowych, wspólnie z innymi państwami – mówi Dmitruk. W dotychczasowych zakupach nie ma na przykład zapowiadanych i właściwie pewnych zamówień jak te na dwa samoloty Airbus A330 MRTT, służące do tankowania w powietrzu i transportu. Nie ma też zapowiadanego dużego kontraktu na lekkie rakiety przeciwlotnicze Piorun z firmy Mesko, na śmigłowce szkolno-bojowe od europejskich koncernów i na technologie bezzałogowe z Ukrainy. – W przypadku tych umów zawieranych wspólnie z innymi państwami nie ma tak sztywnego terminu, do którego trzeba je podpisać. Choć z tego, co słyszałem, kilka z nich planujemy finalizować jeszcze w czerwcu – mówi Dmitruk.

Jest też kilka planowanych zamówień, których nie udało się zrealizować. – Szkoda, że nie udało się podpisać wcześniej zapowiadanej umowy na nasze polskie radary Sajna – stwierdza ekspert. Mają to być w przyszłości podstawowe radary dla systemu przeciwlotniczego krótkiego zasięgu Narew. Na razie nie udało się jednak dokończyć prac rozwojowych i testów, zatem nie było też można ich formalnie jeszcze zakupić. Na ten cel będzie trzeba poszukać innego źródła finansowania.

– Oczywiście istnieje pewne ryzyko, że nie wykorzystamy całej kwoty 185 miliardów złotych, ale pewien wpływ na to miało prezydenckie weto, ponieważ teraz trzeba pierwotnie planowane projekty MSWiA i MI zastąpić innymi i będzie mniej czasu na ich wynegocjowanie. Szczególnie że będzie się to musiało odbywać w partnerstwie z innym państwem. Dużo zależy od znalezienia takich partnerów do wspólnych zakupów tego samego sprzętu. Widać jednak, że intensywne poszukiwania i negocjacje trwają. Choćby niedawne wizyty przedstawicieli rządu w Słowacji i Kanadzie (która ma specjalną zgodę na współudział w programie SAFE- red.) – mówi Dmitruk.

Teoretycznie MON może się ratować wyciąganiem pewnych projektów, które odsunięto wcześniej na ławkę rezerwową. Tudzież do zamrażarki. Na przykład duże samoloty transportowe Airbus A400 Atlas. To kosztowne maszyny, których kilka mogłoby się dać dostarczyć do końca 2030 roku. Wcześniej uznano, że nie są na tyle ważne, aby je zamawiać teraz. Jednak w przypadku ryzyka przepadnięcia miliardów zdanie może ulec zmianie. 

Druga wątpliwość

Drugim istotnym pytaniem jest to, czy rzeczywiście, zgodnie z deklaracjami rządu, aż 90 procent pieniędzy z SAFE trafi do polskich firm. – Moim zdaniem może być z tym problem. Już teraz co najmniej kilka miliardów powędrowało do norweskiego Kongsberga. Kiedy przyjdzie do podpisywania umów wspólnych z innymi państwami i na choćby samoloty MRTT Airbusa, to będzie jeszcze trudniej osiągnąć te 90 procent – mówi Dmitruk. Realistycznie może to być więc mniej, choć ostatecznie i tak w zdecydowanej większości pieniądze pójdą do firm polskich.

Ekspert zaznacza jednak, że pomimo tej kwestii sam program SAFE niezmiennie ocenia pozytywnie. Dmitruk od lat wykazywał przy pomocy liczb, że bez unijnej pożyczki proces modernizacji polskiego wojska dostanie zawału jeszcze przed końcem tej dekady. Po prostu już poczynione zakupy generują konieczność rozpoczęcia spłat zaciągniętych na nie pożyczek i rosnące koszty utrzymania coraz liczniejszego wojska z każdym rokiem zwiększają obciążenie budżetu MON. Dlatego tak ważne są nie tylko podpisane z SAFE nowe kontrakty, lecz także umowy, które zmieniają źródło finansowania wcześniej podpisanych umów na pożyczki z SAFE, czyli refinansowania. Działania te odciążają bowiem w perspektywie wieloletniej budżet MON, bo pozwalają finansować potrzeby, które nie zakwalifikowały się do instrumentu SAFE, np. zakupy od wykonawców amerykańskich i koreańskich albo trwające długo zakupy na potrzeby Sił Powietrznych i Marynarki Wojennej. Względnie małe zakupy dla tych dwóch rodzajów sił zbrojnych Dmitruk uznaje za jedną z większych słabości programu SAFE. – Jak wiadomo, produkcja samolotów i śmigłowców, a już szczególnie okrętów, trwa często nawet ponad pięć lat od daty złożenia zamówienia. W SAFE czasu na to nie dano. Na potrzeby te będzie zatem trzeba znaleźć pieniądze z innych źródeł – stwierdza.

– Myślę, że warto też przy tym dodać, że do tej pory w ramach SAFE nie podpisano bezpośrednio żadnej umowy z firmą niemiecka – mówi ironicznie Dmitruk, celując w głośnych krytyków unijnego programu, którzy pojawili się w znacznych ilościach w lutym, kiedy PiS i prezydent dokonali znaczącej wolty, jeśli chodzi o jego ocenę. Szermowali przy tym między innymi hasłem, że Polska ma się w ramach SAFE zadłużyć, aby potem zakupić broń za miliardy w niemieckich firmach zbrojeniowych. Choć oczywiście firmy niemieckie na tym zarobią, bo żyjemy w świecie globalnych łańcuchów dostaw. I tak w wielu pojazdach produkowanych w Polsce są silniki i przekładnie firm naszych zachodnich sąsiadów.

Share.
Exit mobile version