-
Ostatni wilkowór tasmański zmarł z zimna w zoo w Beaumaris, ponieważ nie mógł się schronić przed mrozem przez zamknięte drzwi i brak odpowiedniej opieki.
-
Skutki wielkiego kryzysu gospodarczego doprowadziły do zwolnień wykwalifikowanego personelu w zoo, co pogorszyło warunki opieki nad zwierzętami i przyczyniło się do śmierci wilkowora.
-
Benjamin została oficjalnie uznana za ostatniego znanego wilkowora tasmańskiego, a w 1986 roku gatunek ten został uznany za wymarły.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Kilka niedobrych czynników splotło się razem. Po pierwsze – kryzys gospodarczy, jaki nastąpił po wielkim krachu na giełdach w 1929 r. Czy załamanie ekonomiczne na giełdach może mieć przełożenie na wymarcie jakiegoś gatunku? Okazuje się, że może i to bezpośrednie.
Wilkowory były unikatami z Australii. Miały torby jak kangury
Konsekwencje wielkiego kryzysu gospodarczego lat trzydziestych dotarły do Australii z pewnym opóźnieniem, ale jednak dotarły. Efekty problemów finansowych wielu instytucji i placówek dotarły także do zoo w Beaumaris na Tasmanii, gdzie w 1936 r. mieszkał ostatni znany żywy przedstawiciel wilkowora tasmańskiego – drapieżnego torbacza, który stał się zarówno symbolem Tasmanii i całej przyrody australijskiej, jak i symbolem wymierania gatunków.
Wilkowory były ostatnimi dużymi mięsożernymi torbaczami, które dotrwały do dzisiejszych czasów. W plejstocenie, tysiące lat temu, istniało takich drapieżników więcej, choćby fascynujący Thylacoleo, zwany lwem workowatym. Drapieżny torbacz mógł być postrachem Australii tysiące lat temu, ale wymarł prawdopodobnie nawet 40 tys. lat temu.
Z kolei wilkowór był nazywany wilkiem workowatym – tę nazwę nadali mu pierwsi europejscy odkrywcy Australii i Tasmanii, którzy zwierzęta porównywali ze znanymi sobie gatunkami z Europy.
Drapieżny torbacz przypominał im nieco wilka, aczkolwiek mocno się też od niego różnił. Miał smuklejszą, szczupłą sylwetkę, inne uszy i rude ciało pokryte pasami (stąd inna jego nazwa: tygrys tasmański). Miał też niesamowitą paszczę, którą mógł otwierać na niespotykaną u drapieżników łożyskowych szerokość. Jak krokodyl niemalże.
Fascynujące zwierzę nie miało jednak nic wspólnego ani z wilkiem, ani tygrysem, ani tym bardziej krokodylem. Było torbaczem jak kangury, koale, wombaty i inne. Dlaczego akurat ten drapieżnik dotrwał do czasów współczesnych, a inne – jak lwy workowate – wymarły? Nie wiadomo do końca.
Niemniej europejscy kolonizatorzy napotkali wilkowory i widzieli w nich zagrożenie dla siebie, dla owiec. Tępili je na potęgę od początku XIX w. i po stu latach drapieżny torbacz znalazł się na krawędzi wymarcia.
Wilkowory zostały wytepione przez Europejczyków
W 1936 r. na wolności już go nie widywano. Australijczycy zorientowali się, że pospolite niegdyś wilki workowate poznikały i pewnie wymierają na wolności. Szybko objęli je ochroną, zrobili to 10 lipca 1936 r. Jak się okazało, dużo za późno.
Dzisiaj wiemy, że wilkowór imieniem Benjamin (nie jest pewne, że nosił to imię za życia) był ostatnim osobnikiem tego zwierzęcia w niewoli i ostatnim, którego widzieliśmy na pewno.
Nosił męskie imię, gdyż początkowo myślano, że to samiec, ale Benjamin okazała się samicą. Ostatnią samicą. Zachowały się nawet nagrania wideo – bezcenne dzisiaj, bo przedstawiające ostatniego żyjącego wilkowora. Na poniższym wideo widać go w roku 1935. Jest czarno-białe, więc wspaniałe rude futro zwierzęcia można sobie jedynie wyobrazić.
W 1935 r. pracowali w zoo Beaumaris jeszcze ludzie, którzy potrafili zajmować się Benjamin, mieli doświadczenie w trudnej opiece nad drapieżnym torbaczem. Badania historyka Steve’a Paddle’a opisane w książce „Thylacine. The Tragic Tale of the Tasmanian Tiger” wskazują na to, że Wielki Kryzys mocno uderzył w zoo. Brak pieniędzy spowodował, że ogród musiał zwolnić doświadczonych i świetnie wyszkolonych opiekunów wilkowora.
Zastąpili ich tzw. sussos – bezrobotni szukający zajęcia. Było ich sporo w Hobart. Można im było płacić grosze albo nie płacić w ogóle, pracowali jedynie za posiłek i pomoc socjalną (lekarstwa, opał). Według relacji dotyczących tego okresu osoby te miały niewielkie doświadczenie w opiece nad zwierzętami. Co więcej, do ich obowiązków należała opieka nad wieloma wybiegami. Mieli mnóstwo pracy.
Po śmierci kuratora opieka nad zwierzętami była żadna
Sytuacja diametralnie pogorszyła się w 1935 r., gdy zmarł Arthur Reid – kurator zoo Beaumaris – podaje w reportażu ABC News. Samorząd przejął ten prywatny zwierzyniec kilkanaście lat wcześniej i ustanowił go kuratorem.
Po jego śmierci córka Alison Reid, która wcześniej pomagała w prowadzeniu zoo i znała zwierzęta, została odsunięta od formalnego kierowania placówką. Odmówiono jej nawet klucza pozwalającego wejść do zoo po godzinach.
Ogród zoologiczny został w zasadzie bez jakiejkolwiek profesjonalnej opieki i zarządzania. Alison Reid miała opowiadać o tym, jak słyszała nocą odgłosy zwierząt, które krzyczały może z głodu. Krzyczała też Benjamin.
Głos wilkowora nie przypomina ryku tygrysa czy wycia wilka. To zupełnie inny odgłos, który wtedy słyszeliśmy po raz ostatni.
Drugim splotem okoliczności było to, że akurat w 1936 r. Tasmanię dosięgnęła ciężka zima. Przypomnijmy, że zima tam oznacza takie miesiące jak lipiec czy sierpień. Na początku września temperatury były niskie, nocą spadały poniżej zera. Był mróz.
Podczas mroźnych nocy, które na Tasmanii nie są niczym wyjątkowym, wilkowory szukały kiedyś zapewne schronień. Dlatego ich szczątki znajdowano w jaskiniach, które mogły stanowić osłonę przed zimnem. Benjamin w zoo w Beaumaris też miała schronienie, gdzie mogła wejść z wybiegu. Nocą 7 na 8 września 1936 r. nie miała na to szans. Drzwi do schronienia były zamknięte.
Ostatni wilkowór krzyczał z zimna, aż umarł
Ostatni wilkowór zapewne krzyczał całą noc, próbując znaleźć schronienie. Możliwe, że osłabienie brakiem pokarmu, niedostateczną opieką, może i chorobą wspomogły to, że zwierzę tej nocy nie przeżyło.
Wielu historyków uważa, że zmarło z powodu przemarznięcia. National Museum of Australia jest ostrożniejsze i pisze o możliwym „exposure and neglect”, czyli „narażeniu na niebezpieczeństwo”. Mogło to oznaczać wiele dni, tygodni niedostatecznej opieki, której mroźna noc z 7 na 8 września 1936 r. była kulminacją.
Rankiem 8 września 1936 r. samica była martwa. Zginął ostatni znany wilkowór tasmański na Ziemi. Owszem, przez kolejne lata nie brakowało doniesień o tym, że zwierzę wciąż żyje w tasmańskich lasach, ale nie udało się ich zweryfikować i znaleźć wilkowora, mimo użycia śmigłowców i noktowizorów w latach siedemdziesiątych. Pół wieku po śmierci Benjamin, w 1986 r., drapieżnik został oficjalnie uznany za gatunek wymarły, czego Tasmańczycy nie chcą nadal przyjąć do wiadomości.
8 września Australia obchodziła Narodowy Dzień Zagrożonych Gatunków.














