Dzień przed wyjazdowym meczem z Bośnią i Hercegowiną (tj. 4 października) Marcin Bułka obchodził 27 urodziny. Trudno zatem mówić o tym, że w przypadku bramkarza reprezentacji Polski, mowa o nowicjuszu.


A jednak, jeśli spojrzeć na dotychczasowe doświadczenie związane z bramką w polskiej kadrze, pojawił się spory krater pokoleniowy po niezawodnym, ale też długowiecznym duecie: Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański.

Marcin Bułka zdał egzamin. To nowy numer 1 w reprezentacji Polski


W życiu sportowca tak to już jest, że czasem – poza umiejętnościami – trzeba też mieć trochę szczęścia. Choć w marcowej walce o MŚ 2026 pierwszym wyborem trenera Jana Urbana był Kamil Grabara, sytuacja zmieniła się podczas wrześniowo-październikowego zgrupowania. Główny powód? Z jednej strony oczywista wydaje się kwestia poważnej kontuzji Grabary, który ma sezon z głowy, po bardzo poważnym urazie na wypożyczeniu do Juventusu.


Bułka nie dał jednak powodów do tego, żeby nie wierzyć w jego umiejętności. Choć, fakt faktem, sam trener Urban kręcił nosem na przenosiny bramkarza do Arabii Saudyjskiej. Gra w lidze saudyjskiej po świetnym czasie we Francji nie wydawała się wyborem dalszego rozwoju w karierze. Bułka, jako piłkarz Neom SC, udowodnił jednak, że warto na niego stawiać.

– Po pierwszym meczu z Bośnią i Hercegowiną, kiedy spojrzałem wstecz, dokładnie rok wcześniej chodziłem o kulach. W tym roku mogłem wyjść na Stadion Narodowy i wystąpić w bramce reprezentacji Polski, co bardzo mnie cieszy. To na pewno efekt mojej pracy. Dlatego, kiedy jestem tutaj, cieszę się z każdej minuty. Robię wszystko, żeby występować w kadrze, i w każdym meczu, który będzie mi dany zagrać, będę chciał budować swoją pozycję – mówił Bułka na konferencji przed meczem w Zenicy.


W przeciętnej reprezentacji Polski, co przede wszystkim pokazują wyniki, bramkarz wydaje się być jednym z pewniejszych punktów. Bułka nawet w Zenicy, w przegranym meczu, kiedy gospodarze nie obstrzeliwali jego bramki, potrafił jednak zachować czujność – popisując się refleksem przy strzale… Jakuba Kiwiora.


Ostatecznie Polak nie zdołał zatrzymać jedynego celnego strzału z rzutu karnego ze strony gospodarzy.


Wydaje się jednak, że trener Urban i trener bramkarzy Andrzej Dawidziuk znaleźli odpowiedź na pytanie, kto powinien być numerem 1 między słupkami reprezentacji Polski. I to jeden z nielicznych pozytywów z wrześniowo-październikowego zgrupowania, w którym Polacy zagrali łącznie cztery mecze o punkty. A wygrali tylko raz.

Piłkarze reprezentacji Polski grają w kratkę. Co dalej z Janem Urbanem?


Warto przypomnieć, że reprezentacja Polski w rozgrywkach Ligi Narodów UEFA w trzech otwierających meczach zanotowała… trzy różne rezultaty, biorąc pod uwagę dorobek punktowy. Polacy rozpoczęli od remisu na PGE Narodowym z Bośnią i Hercegowiną (0:0). Następnie zespół trenera Jana Urbana przegrał na wyjeździe ze Szwecją (1:3). I do tego trzeba dopisać najkorzystniejszy rezultat, czyli rozgromienie Rumunii (6:0), ponownie na stadionie w Warszawie.


Warto dodać, że w ostatnim ze spotkań hattrickiem popisał się Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski w drużynie narodowej może się pochwalić bilansem 170 rozegranych meczów i 92 zdobytych goli.


Polacy po raz pierwszy w historii rozgrywek LN występują w dywizji B. To efekt degradacji, którą zanotował zespół prowadzony przez poprzedniego selekcjonera Michała Probierza. Decydujący o spadku z dywizji A mecz Polacy przegrali na swoim terenie, kiedy to okazali się minimalnie słabsi od Szkotów (1:2).


To zresztą trudne miesiące dla kadry piłkarzy. Polacy pod ręką Jana Urbana, pomimo całkiem udanego finiszu w grupie eliminacyjnej, nie zdołali dostać się na MŚ 2026. Do szczęścia zabrakło jednego zwycięstwa. Polska rozpoczęła bowiem strefę barażową UEFA od wygranej w półfinale nad Albanią (2:1). W starciu finałowym Polacy nie zdołali jednak znaleźć sposobu na Szwedów (2:3), tym samym grzebiąc swoje nadzieje na mundial.

Share.
Exit mobile version