Jak relacjonuje „Der Spiegel” w opublikowanym w piątek (2 października) tekście, „niektórzy w niemieckim rządzie mają nadzieję”, że po zaplanowanych na 27 października wyborach parlamentarnych w Izraelu „zakończy się era” wieloletniego premiera Benjamina Netanjahu, a nowy gabinet „ożywi proces pokojowy”.
Berlin stoi przed dylematem
Komentatorzy gazety podchodzą jednak do tego z dużym sceptycyzmem, wskazując, że nawet główni polityczni oponenci obecnego szefa izraelskiego rządu odrzucają koncepcję dwóch państw, gwarantującą niepodległość Palestyny.
Obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie – jak zauważa pismo – stawia niemiecką politykę wobec Izraela przed dylematem. Z jednej strony Berlin odczuwa historyczny dług, gdyż to „Holokaust i wyciągnięte z niego lekcje kształtują politykę zagraniczną Berlina”, wymuszając szczególną solidarność z państwem żydowskim.
Z drugiej strony Niemcy – jako jeden z liderów Unii Europejskiej – muszą brać pod uwagę kwestię solidarności z europejskimi partnerami, którzy już teraz wprowadzają restrykcje w odpowiedzi na nielegalną ekspansję terytorialną. Atmosfera w resorcie spraw zagranicznych staje się przez to – jak donosi „Der Spiegel” – coraz bardziej napięta.
„Niemieccy dyplomaci zastanawiają się, jak długo mogą jeszcze obstawać przy odrzucanym przez Izrael rozwiązaniu dwupaństwowym, nie narażając się przy tym na śmieszność w gronie państw europejskich” – wskazuje tygodnik.
SPD domaga się zakazu importu z nielegalnych osiedli
Chociaż dotychczas niemieckie władze ograniczały się jedynie do oficjalnej krytyki budowy nowych osiedli na okupowanych terytoriach oraz aktów przemocy wobec ludności palestyńskiej, wkrótce gabinet kanclerza być może będzie otwarty także na sankcje.
Realnych działań gospodarczych, w tym kategorycznego zakazu importu towarów pochodzących z nielegalnych osiedli, domagają się już eksperci do spraw polityki zagranicznej ze współrządzącej partii SPD.
„Wydaje się, że niemiecka polityka zagraniczna zaczyna żegnać się z długo podtrzymywaną nadzieją na rozwiązanie dwupaństwowe. Jeśli koalicja Netanjahu będzie rządzić także po wyborach i nasili politykę osadniczą, perspektywa niemieckich sankcji wobec Izraela stanie się bardziej realna” – podsumowują dziennikarze niemieckiego tygodnika.
Arabskie partie mogą zostać wykluczone z wyborów w Izraelu
Netanjahu robi jednak wszystko, by nie dopuścić do zmiany władzy w Izraelu. Centralna komisja wyborcza w Izraelu, która składa się głównie z prawicowych parlamentarzystów, zakazała najważniejszym partiom arabskim udziału w październikowych wyborach parlamentarnych. Wnioskodawcy zarzucają ugrupowaniom Ra’am i Wspólnej Liście negowanie żydowsko-demokratycznego charakteru Izraela oraz – w przypadku Ra’am – powiązania z osobami lub organizacjami związanymi z terroryzmem. Wykluczone partie odrzucają te zarzuty. Sprawą zajmie się jeszcze Sąd Najwyższy.
Jeśli partie arabskie faktycznie zostaną ostatecznie wykluczone, może to poważnie wpłynąć na wynik wyborów. Bez ich obecności w parlamencie i poparcia opozycja nie zdobędzie wystarczającej liczby mandatów, by odsunąć Netanjahu od władzy.
Źródło: Mateusz Obremski/PAP


