Opozycyjna Partia Robotnicza-Socjaldemokraci wraz z blokiem ugrupowań lewicowych (Partia Lewicy, Partia Centrum i Partia Ochrony Środowiska) wygrała wrześniowe wybory parlamentarne w Szwecji, otrzymując łącznie 176 mandatów, czyli większość w jednoizbowym 349-miejscowym parlamencie (Riksdag). 

Rządząca krajem od 2022 r. centroprawicowa Umiarkowana Partia Koalicyjna premiera Ulfa Kristerssona, skrajnie prawicowi Szwedzcy Demokraci, Chrześcijańscy Demokraci i Liberałowie zdobyli natomiast razem 173 mandaty.

Zobacz wideo Trzaskowski może spać spokojnie. Komentarz Michała Wojtczuka

Wybory w Szwecji. Turbulencje przy wyłonieniu rządu

Wynik wyborów oznaczał, że misję utworzenia rządu w pierwszej kolejności otrzymała liderka socjaldemokratów Magdalena Andersson, premierka w latach 2021-22. Warto wspomnieć, że Andersson przed czterema laty decydowała o złożeniu przez Szwecję wniosku o członkostwo w NATO. Socjaldemokraci zapowiedzieli już, że będą kontynuowali politykę poprzedniego rządu w kwestii bezpieczeństwa i wsparcia Ukrainy.

W poniedziałek (28 września) liderka Partii Robotniczej-Socjaldemokraci Magdalena Andersson zrezygnowała jednak z misji rozpoznawczej, której celem było utworzenie rządu. Powodem było zachowanie potencjalnego koalicjanta – skrajnej Partii Lewicy, która na pierwszym posiedzeniu Riksdagu poparła kandydata centroprawicy na przewodniczącego parlamentu. Został nim ponownie sprawujący tę funkcję od 2018 r. Andreas Norlen z Umiarkowanej Partii Koalicyjnej. Uzyskał 200 głosów.

Dzień wcześniej Partia Lewicy rzeczywiście oświadczyła, że poprze Norlena, chwaląc jego „spokój i profesjonalizm”. Andersson oczekiwała natomiast, że poparcie Partii Lewicy uzyska wspólny kandydat, jakim była parlamentarzystka Partii Robotniczej-Socjaldemokraci Johanna Haraldsson. Ostatecznie uzyskała 146 głosów. 

Magdalena Andersson przekazała w poniedziałkowym oświadczeniu, że „po rozmowach, które przeprowadziła z liderami innych partii, uważa, że obecnie nie ma wystarczających warunków do utworzenia rządu”. Dodała także, że misja rozpoznawcza w kwestii utworzenia rządu powinna przypaść teraz jednej z partii „w nowej konstelacji”, czyli prawicowej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej lub Partii Lewicy. 

„Nikt nie może powiedzieć, jak to się skończy”

Szwedzcy politolodzy nie wykluczają jednak, że reakcja Magdaleny Andersson jest jedynie taktyką negocjacyjną, a lewicowe ugrupowania i tak w końcu dogadają się i utworzą rząd. 

– Magdalena Andersson jest z pewnością zirytowana, że Partia Lewicy zdecydowała się poprzeć przewodniczącego z Umiarkowanej Partii Koalicynej. Oczekiwano i przyjmowano za pewnik, że największa partia, Socjaldemokraci, będzie mogła wyznaczyć przewodniczącego. Teraz cała sprawa stała się pionkiem w grze o utworzenie rządu – komentował Tommy Möller, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Sztokholmskim w rozmowie ze szwedzkim portalem Dagens Nyheter. 

– Nikt nie może powiedzieć, jak to się skończy. Ale wciąż wydaje się prawdopodobne, że większość, która została osiągnięta, w jakiś sposób utworzy rząd – dodał ekspert. Zadaniem szefa izby będzie teraz wskazanie polityka, który ma największą szansę na sformowanie rządu.


Źródło: PAP

Share.
Exit mobile version